Zielona postać krążyła po komnacie ze wściekłą miną i chęcią mordu,goblin dawał do zrozumienia
swym zachowaniem że oczekuje kogoś,no i tak było,ponieważ do środka wszedł goblin
z włócznią w ręku,Król poprawił swą królewską pelerynę i spytał
-jakieś wieści?
-paladyn o imieniu Niko przebywa aktualnie w Veronii-odparł Gerwald
-to on odpowiada za śmierć mojego syna?!-spytał wrogo
-tak,źle skończył panie,niestety tak...
Gerwald chwycił odciętą głowę goblina i pokazał ją królowi,ten krzyknął
-nie!!!,Gorin...-król padł na kolana,zasłonił twarz swoimi rękami i zalał się płaczem
dopiero po chwili po woli odsłonił twarz a na niej zawitała u niej srogość
-macie mi zabić tego parszywego paladyna,jasne!!!
-tak jest panie-odparł Gerwald i wyszedł z pomieszczenia chowając głowę Gorina
-jeszcze cię dopadnę!!! straż!!!-ryknął król
do środka weszło dwóch goblinów i ukłoniło się
-przygotować dla mnie mój rydwan,dopadnę go i zamorduję...-syknął król
Zerwałem się ze snu,miałem takie wrażenie że ktoś na mnie czyha,i chce mojej śmierci
niebo było prawie jasne,czyli już świt i chyba ja,jako pierwszy obudziłem się w tym domu.
Nie czując w sobie ani trochę zmęczenia,wyskoczyłem z łóżka i wrzuciłem na siebie swój paladyński
strój,Winessa wyglądała nie co lepiej,gorączka już spadła czyli że jej organizm funkcjonował
w sam raz.Zeszedłem na dół schodami...i tu się myliłem,nie tylko ja się obudziłem lecz
na dole w jadalni siedziała Shorty i na mój widok powitała mnie ciepłym uśmiechem
-witaj-ziewnęła głośno
-sny jakieś miałaś?-spytałem ciekawy
-nie,spałam jak zabita-mruknęła Shorty popijając miodem zmieszanym z wodą
Usiadłem obok Shorty i rzekłem
-bo ja miałem,śniły mi się gobliny
-tak?
-nom,wiem więcej one chyba polują teraz na mnie...
Shorty wybuchła śmiechem
-weź mnie nie rozśmieszaj,coś ty jasnowidz czy co? do innego wymiaru się przeniosłeś?
-to nie jest śmieszne-oburzyłem się i trzasnąłem pięścią w stół
-dobrze,spokój bo wszystkich wybudzisz-szepnęła Shorty
Wstałem i mruknąłem
-ja się nie dam tak łatwo
Shorty pociągła mnie za pelerynę i posadziła na krześle
-wariat,no po prostu wariat-burknęła Shorty dolewając sobie miodu z wodą
-król mści się,bo zabiłem jego syna-rzekłem ściskając pięść-ale w końcu sam jest sobie winny
-możliwe-odparła Shorty
-myślisz że nie powinienem opuszczać miasta?-spytałem z nutą strachu
-to też możliwe
Pomyślałem chwilę i spytałem znowu
-a mój dom?
-nie,gobliny są takie że nie odpuszczą-odrzekła Shorty wpatrując się w swój kufel z miodem
-czyli,że co?-spytałem zmieszany
-czyli,że zostaniesz tak długa aż król będzie na ciebie czekał aż do usranej śmierci,albo
wyślą tam jednego ze swoich siepaczy-mruknęła biorąc łyk z kufla
-niemożliwe,miasto jest dobrze strzeżone-odparłem drapiąc się po głowie
-skąd wiesz?-burknęła Shorty ospałym głosem-gobliny są tak sprytne że nawet przed diabłem umknął
-wątpię...gobliny to półgłówki...
-nie byłabym taka pewna-rzekła Shorty biorąc wielki kęs jabłka
-prędzej czy później i tak przyjdzie mi się z nimi zmierzyć-mruknąłem
-to życzę powodzenia,krzyżyk na drogę...
-ale wy mi w tym pomożecie...
Shorty wstała i oburzyła się
-a przepraszam,czemu my?
-bo wy jesteście moimi przyjaciółmi,a przyjaciele powinni sobie pomagać-odparłem srogo
-no,może i tu mądrze gadasz...-rzekła i zastanowiła się chwilę-no dobra,pomożemy ci jakoś
-dzięki,Shorty jak to przeżyjemy to postaram wam się jakoś odwdzięczyć-uradowany przytuliłem się
do niej i mocno ścisnąłem.
Nadeszło południe,słońce mocno grzało,a wiatr prawie nie dawał o sobie znać
jakby go w ogóle go nie było.Po głowie mi chodziła ta wizja o królu goblinów.
Naglę jakby...zabolało mnie w kręgach,a na moich oczach,zamiast wnętrze domu Shorty znowu
ujrzałem te zimne i ciemne miejsce,król goblinów siedział dumnie na swoim rydwanie,kilometr stąd...
-siepacze,naprzód!!-syknął
Kilku goblinów ruszyło w kierunku Galway,bezszelestnie i niezauważalnie się poruszali
i bez problemu dostały się do Veronii...Otworzyłem oczy i szybko chciałem ostrzec że grozi nam
wielkie niebezpieczeństwo,pierwsza osoba którą spotkałem był Felix
-Felix,wprowadziłem was w wielkie łajno-jęknąłem przerażony
-co,jak to?-spytał zdziwiony Felix
-nie ma czasu na wyjaśnienia,zwijajmy się stąd-warknąłem łapiąc Felixa za rękę i szybko
chciałem o tym poinformować innych.
Trafiłem do pokoju gdzie znajdowała się Shorty i jej bracia
-szybko wynośmy się stąd!...albo ukryjcie się-powiedziałem natychmiastowo
-ale czemu?-spytał Glass
Nie zdążyłem odpowiedzieć,bo akurat usłyszeliśmy rozwalające się drzwi i głośne tupanie
o drewnianą podłogę,Shorty szybko wstała,odepchnęła mnie i mruknęła
-occultare
Wydobyło się ciche brzdęknięcie i chrupnięcie,spytałem natychmiastowo
-a twoja matka?
-spokojnie,moja mama umie sobie poradzić-odparła-to stara baba,ale ruchy to ona ma
Głośne tupnięcia zbliżały się i stawały się coraz głośniejsze i naglę...
Walenie w drzwi
-hej a o ogóle to skąd one wiedzą że tu jesteśmy??-spyta Vinnie
-Gobliny nie dość że mają wrażliwy słuch to jeszcze mają dobry węch-odparła Shorty wbijając
wzrok w drzwi.
Drzwi zaczęły się po woli rozlatywać,wszyscy zareagowaliśmy,wyciągnęliśmy miecze i stanęliśmy
obok siebie...
-a co z Winessą...a no tak ona tu leży-mruknąłem z ulgą
Shorty spojrzała na mnie jak na wariata i znowu spojrzała na drzwi,zaczęły już być prawie w strzępach
ale zawiasy dobrze wytrzymują,gobliny zaczęły wrzeszczeć...
-otwierać drzwi!!!
Zacisnąłem mocno ręce na rękojeści miecza i wpatrywałem się gorączkowo w drzwi.
Po chwili drzwi zostały zniszczone,a gobliny nie ruszyły od razu do ataku,wpatrywały się
w nas smętnie,było ich trzech,w jednej ręce trzymali tarcze a w drugiej ogromne tasaki
co było ich groźną bronią,a w ogóle to wszystkie bronie jakie wytwarza goblin,jest na prawdę najlepsze
pod słońcem.Weszli jeden za drugim i jeden powiedział
-wam nie chcemy nic zrobić,chcemy tylko jednego paladyna
-i właśnie nie oddamy go wam!-warknęła Shorty i tupnęła głośno nogą
-tym gorzej dla was-odparł goblin i ino się ruszyli,tak już leżeliśmy wszyscy na ziemi,gobliny
tak były zwinne że nikt,ani nic nie przewidział by ich ruchów,ino poczuliśmy jeden wielki ból
w okolicach klatki piersiowej.Miecz wypadł mi z ręki i usiłowałem go znaleźć i znalazłem,leżał
pod łóżkiem Winessy,Goblin znowu powiedział
-dajcie nam go,a nikomu nic się nie stanie,jeno zostaniecie poturbowani
Gobliny zachichotały cicho,zacząłem się cofać do łóżka Winessy i włożyłem rękę pod łóżko
szukając ciękiej rękojeści,goblina jednak to zaniepokoiło,więc podszedł do mnie,automatycznie
wyciągnąłem miecz i przeszyłem go,drugiego odepchnąłem nogą a trzecim zajęli się bracia Shorty.
Ściągnąłem trupa nogą z mojego miecza,a powalony goblin wykonał skok ku mnie i naglę...HUK
i po goblinie została tylko jedna czerwona plama,rozejrzałem się za przyczyną tego hałasu.
I była nią siedząca na łóżku Winessa z uniesioną różdżką w dłoni,byłem ciekaw skąd ona wzięła
różdżkę,nigdy mi nie mówiła że ona jest czarownicą,ale nie było czasu aby ją o to wypytywać.
Pobity przez braci Shorty goblin ledwo trzymał się na nogach,Vinnie przywiązał go do krzesła
i pilnował,woleliśmy jednak zostać tutaj...
-wiecie co? ja jednak muszę iść...ej ty zaprowadź mnie do niego-zwróciłem się do goblina
Goblin szamotał się,rozciąłem mu mieczem sznur i powiedziałem
-prowadź-syknąłem
Goblin łypnął na mnie i dał mi do zrozumienia gestem abym poszedł za nim.
Poszliśmy w stronę sklepu z mięsem,zdziwiłem się,co on może czyha na mnie za sklepem
ale myliłem się,poszliśmy za sklep i nikogo nie było,ludzie nie zwracali na nas najmniejszą uwagę.
Goblin przeszedł przez dziurę w murach,była nie co za mała ale przecisnąłem się z wielkim trudem.
Idąc za goblinem rozglądałem się uważnie czy nikt nie czai się za drzewem czy krzakiem.
Po chwili zauważyłem wielki rydwan króla goblinów który dumnie siedział,w ręku trzymał wielką
halabardę,w ręku trzymałem mocno miecz i ani mi się śniło zrezygnować z walki z królem.
kilka minut stałem przed rydwanem króla,odchrząknął i spytał
-czy to ty zabiłeś mi syna??
-nie wiem o kogo mówisz-syknąłem
Król pstryknął,za rydwanu wyszedł goblin z workiem w ręku,wsadził rękę do worka i wyciągnął...
odciętą przeze mnie głowę goblina który strzelił Winessie strzałą w plecy.Teraz to ja odchrząknąłem
i przyznałem się
-tak,to ja
Król wstał i zeskoczył z rydwanu i spytał
-czemu to zrobiłeś? co on ci...
-zaraz ci powiem co zrobił! omal nie posłał do piachu moją przyjaciółkę-krzyknąłem obrzucając go
jadowitym spojrzeniem
-nie unoś się na mnie-mruknął król
Drżałem ze strachu i ze złości,jak on mógł nie wiedzieć co jego synalek zrobił najlepszego
a w ogóle co jego wojsko zrobiło,omal nie straciliśmy życia...
-mam to gdzieś,kogo chciał zabić i w jaki sposób,teraz zdechniesz parszywy paladynie-rzekł spokojnie
król i zaczął do mnie podchodzić,uniosłem rękę i mruknąłem
-crura soltie-naglę pnącza uwiązały króla za nogi i ręce,krzyknął
-brać go!!!
Naglę ruszyła na mnie gromada goblinów,stanowczo nie miałem z nimi szans więc dałem dyla
i naglę ni stąd ni zowąd pomknęło ku mnie chyba ze dwadzieścia strzał i na szczęście żadna nie
trafiła mnie,i zacząłem biec zygzakiem.Nagle coś mnie olśniło,kąsorośle,dostałem tą roślinę
na Boże Narodzenie od Winessy jak jeszcze byłem w akademii i przechowuje roślinę aż do tego czasu
ale miałem na razie tylko nasionko,ale po rzucenia nasionka na ziemię po sekundzie wydobywa się
z nasienia wielka krwiożercza roślina,zabrałem z mieszka małe nasionko i wyrzuciłem za siebie.
Naglę wydobyło się wielkie huknięcie i wyrosła wielka roślina która chwytała
gobliny i w całości połknęła go,raz zdarzyło się tak,że zostało po goblinie tylko jeden mały deszczyk
krwi,rzuciłem kolejne nasionko i kolejna roślina zjadała nadciągające gobliny.Kiedy rośliny zjadły
wszystkie zapadły się pod ziemię zostawiając po sobie małą dziurę w ziemi.Pobiegłem w kierunku
króla goblinów,ten szamotał się w pnączach wyczarowanych przeze mnie,trzymając cały czas miecz
miałem ochotę pozbawić go głowy ale przed tym powiedziałem...
-za to co zrobiłeś Winessie i innym,nie daruję ci
-idź do czarta glizdo!!-syknął król i splunął mi na nogę
Ogarnęła mnie ogromna wściekłość,mój miecz zapłonął i bez namysłu wziąłem zamach i pozbawiłem
go głowy,głowa pacnęła na ziemię,a z szyi wypłynął strumień krwi,nabiłem głowę na mój miecz
i zmierzyłem ku domowi Shorty,ludzie dalej nie zwracali na mnie uwagi,pewnie uznali że pracuję jako
rzeźnik i bezproblemowo wróciłem do domu.
Nauka
poniedziałek, 24 listopada 2014
czwartek, 20 listopada 2014
ROZDZIAŁ IV
ROZDZIAŁ IV NAWIEDZANA WIOSKA
Będąc koło ratusza,ujrzeliśmy bramę wiodącą do przedmieścia,zmierzałem ku niej,Shorty
chwyciła mnie za pelerynę i spytała
-gdzie ty do cholery idziesz?
-tak mi intuicja podpowiada-mruknąłem patrząc na nią z powagą
Do nas wtrącił się Vinnie
-co,chcecie iść do przedmieścia...
Shorty dała mu w łeb i syknęła
-co znowu podsłuchujesz!?-i podniosła jeszcze raz rękę ale go nie uderzyła-jeszcze raz,a to miasto
będziesz oglądał z góry!
-ej,siostra opanuj się-skulił się Vinnie
-no dobra,chodźcie-odparłem zniecierpliwiony
-lepiej tam nie idź-wtrącił znowu Vinnie
-a to niby czemu?-zwróciłem się do niego
-podobno tam,co noc przedmieścia atakuje banda zdziczałych ghuli-Vinnie skrzyżował ręce
-skąd to wiesz?-spytała Shorty
-podsłuchałem jak wieśniak gada,cytuję"ponoć w nocy,groźne ghule atakują,bom poszedł do mej
szwagierki,a tam in stąd ni zowąd wyskoczył ghul,no to jo biorę nogi za pas i za mną to się ino
kurzyło"...
-znowu podsłuchiwałeś!-warknęła Shorty i znowu uniosła rękę
-no a tam ludzie,pewnie krzywda im się dzieje-odrzekłem opornie
-no i co,i my mamy się zająć tymi umarlakami?-spytała Shorty obrzucając mnie morderczym spojrzeniem
-czemu nie,nie pamiętasz przysięgi,zabijaj kreatury zagrażające ludzkiemu życiu-wyrecytowałem
jej to,tak płynnie że poeta by się wzruszył
-nie ja nie mam zamiaru umierać przez twoją intuicję-syknęła Shorty
Odwróciłem się od niej i poszedłem w stronę bramy...
-co za głupek-szepnęła Shorty wnerwiona
Już zbliżałem się do bramy,kiedy strażnik stojący obok niej stanął mi na drodze
-to po co tu,życie ci nie miłe smarku!!-mruknął strażnik
-miłe,oczywiście że miłe,ale pomyślałem...
-nie ma myślałem,przeciwnik nie da ci myśleć,w nawet kiedy to konieczne-rzekł strażnik
poprawiając sobie miecz
-oo,ja właśnie w tej sprawie,ja w sprawie ghuli nawiedzające przedmieścia...
-co? ty nie rozśmieszaj mnie,nie wyglądasz mi na dobrego w walce-powiedział i przejechał po mnie
wzrokiem-jak masz na imię smarku?
-Niko,paladyn jeśli zauważyłeś-odparłem i pokazałem mu znak na pochwie od miecza
-dobra,przechodź ale jeśli ci te gadziny tyłek spiorą,to nie biegnij z krzykiem do mnie,jasne?
-jak słońce-uśmiechnąłem się i gestem przywołałem Cedrika,Shorty i jej brata i obaj
przeszliśmy przez bramę przedmieścia,przedmieście składało się z ośmiu straganów
z warzywami i mięsem,z osiemnastu domów i cztery stajnie w tym obory.
Psy,koty i inne zwierzęta domowe biegały wszędzie gdzie im pasuje,sprzedawcy nawoływali do
ludzi do zakupu ich najlepszych towarów,dzieci wesoło się bawiły i niczym się nie przejmowały
biegały i płatały figle drugiemu dziecku.przechodziliśmy koło domów,ale mieszkańcy patrzyli na nas
jakbyśmy byli ich wybawieniem,a raz jeden to ukłonił nam się a Vinnie omal się nie uśmiał,usiedliśmy
pod jakimś drzewem i każdy zajął się czymś innych,Shorty z nudów wbijała sztylet w ziemię
Vinnie zagadał do jednej dziewczyny w jego wieku,Cedrik uczył się prawidłowej formuły
zaklęcia,pewnie dlatego żeby miał większe szanse na pokonanie mnie pomyślałem i zaśmiałem się
natomiast ja,przybrałem postać psa i pobiegłem w głąb przedmieścia i z nudów zacząłem się zachowywać
jak normalny pies,czyli chodziłem za innymi psami,szczekałem na innych i...zaznaczałem tereny.
Do nocy było mnóstwo czasu,więc Shorty i reszta rozeszła się po przedmieściu
o wypytywali mieszkańców coś na temat ataku ghuli...
-oj tak,my militia wiemy coś o tym incydencie-odparł gruby mężczyzna
-od jakiego czasu,ghule atakują to przedmieście?-spytał Vinnie
-od jakiegoś czasu,nie dają nam spokoju i nikt przez nich zmrużyć oka nie może,bo zaraz
jeden z drugim w portki na robi jak usłyszą ino ich warkot...
-niech pan kontynuuje-odrzekł Cedrik
-walą w drzwi,aż ich nie wyłamią,a gdy się tak stanie,biją człowieka do nieprzytomności
a chatę mu demolują doszczętnie,zwierzęta domowe wyżerają,kury przez nich znikają
krowie trupy,jak tak dalej pójdzie to przez nich zginiemy z biedoty-odrzekł ponuro mężczyzna
-rozumiem,czy możemy wam jakoś pomóc?-spytał Vinnie
-wy,lepiej zmykajcie stąd,puki nie jest jeszcze za późno i zająć się czymś innym,ja wam to radzę
Podkradłem się do nich,TRZASK i znowu jestem w normalnej postaci,mężczyzna przeraził się tak
nagłego pojawienia się mnie,spytałem
-no i co?
-no i nic,wiemy tylko że te ghule gnębią ludzi,wyjadają im zwierzęta domowe-odparł Vinnie
-radzę wam jeszcze raz,idźcie stąd i pozostawcie sprawę nam...
Spojrzałem na niego
-pan? przecież gołym okiem widać że pan nie za bardzo jest odważny,za przeproszeniem-odparłem
drapiąc się palcem w okolicy skroni
-ta,a ty niby jesteś-prychnął mężczyzna
Wyjąłem miecz i odparłem
-z tym mieczem mogę iść nawet na samego króla ghula,my paladyni zazwyczaj władamy mieczami
nasiąknięte magią,te ghule nie robią na nas żadnego poczucia niebezpieczeństwa-odparłem wojowniczo
-jak chcecie,ej chłopie już mi cię żal-mruknął mężczyzna i zniknął za budynkiem
Schowałem miecz i powiedziałem
-czy nikt nie jest w stanie obronić przedmieście przed tym ścierwem?-spytałem zdziwiony
-jak widać,słychać to chyba nie-mruknęła Shorty poprawiając sobie pas-dobra,nie sądziłam że to powiem
ale jestem z tobą,dokopmy im-odrzekła wojowniczo
Zgodziłem się z nią natychmiastowo,ale Cedrik i Vinnie nie za bardzo
ale w końcu się namyślili i też się zgodzili.
Zachód słońca był już bliski,większość ludzi już poszło do domów i dobrze zamknęli drzwi,a farmerzy
dobrze i szczelnie pozamykali zwierzęta rolne,a domowe zamknęli w swoich domach
jakaś staruszka,podreptała do nas i żeby nam przemówić do rozsądku i odejść,lecz my jednak się
nie zgodziliśmy i zostaliśmy,słońce już prawię zachodziło a po ghulach ani śladu.Ja i Shorty
siedzieliśmy koło drzewa i rozmyślaliśmy gorączkowo jak pokonamy te ścierwa
naglę odwróciliśmy się do siebie i spojrzeliśmy na siebie...
-pamiętasz jak pocałowałam cię tam w akademii?-spytała zarumieniona
-pamiętam,tego się nie da zapomnieć-odparłem uśmiechając się
-wiesz chciałbym to zrobić jeszcze raz-mruknęła a jej rumieniec stawał się coraz silniejszy
U mnie też zawitał rumieniec,przeszyła nas taka myśl...strasznie głupia i za razem
wstydliwa,ale mimo tego nasze usta zbliżały się i już miałem ją pocałować kiedy Cedrik się zbliżał
udaliśmy że nic się nie stało.Usiadł koło Shorty i też chyba niczym się nie przejmował ale wyglądał
na...przerażonego,Shorty spytała
-czy coś nie tak?
-nie,wszystko gra-zadygotał Cedrik,a ze strachu aż mu ręce zmarzły
-wszystko będzie w jak najlepszym porządku,prawda Niko?-zwróciła się do mnie
-oj tak,jasnę-uśmiechnąłem się
Cedrikowi jakby się lepiej zrobiło,na jego twarzy też zawitał uśmiech.
Nawet nie zwróciliśmy uwagi na to,że już było prawię ciemno,przedmieście już było całkowicie puste
i nastała martwa cisza,tylko puchacz zaczął dokazywać i odleciał na nocne łowy,i naglę w krzakach
zaczęło się coś ruszać,ale to był tylko mały króliczek,podskakując radośnie,ale tą radosne skakanie
przerwała mu...czarna i wysoka kreatura,prawię goły tylko miał przepaskę na biodrach,umięśniony
a twarz wyglądała jak siedem nieszczęść,uszy odstające i mocne nogi co sprawiały że ghul
z łatwością dopadł królika swoimi wielkimi łapskami i jednym kęsem odgryzł królikowi łeb,a nieruchome
ciało wyrzucił za siebie,z krzaków wyszło trzech kolejnych,a z prawej części polany wyszło
ich aż czterech,a z małego lasu wyszło nawet ich aż pięciu.
Wstaliśmy natychmiastowo,zwarci i gotowi do walki,Shorty spytała
-no to co,gotowy?
-jak zawszę-odparłem ściskając rękojeść miecza
-no to jazda,pokażmy tym ścierwojadom kto tu rządzi...pandaradei-odrzekła wojowniczo Shorty
Ghule już się zbliżały,na pierwszy rzut oka myślałem że pójdzie jak z płatka,ale kiedy Ghule
się zbliżyły wyjątkowo blisko,to były wielkości trzech czternastolatków,Shorty ruszyła pierwsza
do ataku,ale ona umiała się ruszać,kiedy podbiegła do ghula jednym kopniakiem powaliła go,lecz dwóch
zainteresowało się nią i rzuciły się na nią,jeden chwycił Shorty za pelerynę,a drugi przygotowywał
się do zadania ciosu,nie mogłem na to pozwolić,zwinnymi ruchami zaszedłem ghula bijąłego z tyłu
i jednym zamachem zrobiłem mu ranę na plecach,ghul puścił ją,a ona rzuciła się na tego co ją trzymał
ghul powalony przeze mnie,straszliwie ryknął,zadałem mu kopniaka w łeb i oddaliłem się od niego
ten morderczo spojrzał na mnie,serce biło mi jak dziesięcio tonowy młot,ale odwaga mnie nie opuszczała
ghul wstał i przygotowywał się do skoku,rozruszałem nadgarstkami,odpiąłem pelerynę i powoli zbliżałem
się do niego,ghul skoczył,wykonałem zamach miecza i naglę...cały byłem we krwi,a co gorsza byłem
przygnieciony przez martwe ciało ghula,zajeżdżało od niego nie miły zapach odoru i cebulą,zrzuciłem
trupa z siebie,i rozglądałem się za Shorty i resztą.Shorty wzięła na siebie aż dwa ghule i świetnie
walczyła w stylu grupowym,a Cedrik i Vinnie walczyli aż z czterema i nie dawali sobie rady,zrobiłem
trzy kroki i mruknąłem
-crura soltie-moja ręka zawisła w powietrzu i naglę z ziemi wydostały się pnącza i uwiązały
nogi i ręce trzema ghulom,Cedrik i Vinnie uporali się z nim bez problemu,a tych trzech przeze mnie
uwięzionych,zmasakrowali ich totalnie,Cedrik jednemu wbił miecz w brzuch a Vinnie odciął łeb.
Kiedy Shorty pokonała dwóch,jeden zaszedł ją od tyłu,chciałem krzyknąć "uważaj" ale było już
za późno,Ghul złapał ją i cisnął ją o drzewo,straciła przytomność chciałem się odegrać
na nim,chwyciłem za topur utkwiony w pniu drzewa i rzuciłem w niego,topur utkiwił mu w głowie,natychmiastowo
padł,no i zostało nam już czterech,ale bez Shorty trochę gorzej nam pójdzie,ponieważ
ghule otoczyli nas z czterech stron,machaliśmy mieczami aby ich odstraszyć,w końcu jeden
chwycił Cedrika za szatę i tak samo skończył jak Shorty,spytał przerażony
-no i co teraz?
-och daj pomyśleć...mam ventila quattuor-machnąłem rękami i naglę jakby niewidzialna moc odepchnęła
ghule z bardzo dużą siłą,ale brak mi energii,ghule tak przeraziły się tej mocy że uciekły w las
a dwóch rzuciło się na Vinnie'go.Chwyciłem miecz od nieprzytomnego Cedrika i z pasją rzuciłem się
na ghuli wykorzystując mój styl,i wyszło tak że jeden miecz wbił się w brzuch ghula,a drugi
wylądował w gardle,oboje zachwiali się i padli martwi.Ino zrobiłem krok do przodu,ludzie wyszli z
domów i zaczęli nam bić brawa,a Shorty i Cedrikowi dali coś na odzyskanie przytomności
Shorty odzyskała przytomność i wydała z siebie
-co...gdzie...jak?
-pandaradei-odparłem i podałem jej rękę i pomogłem jej wstać
-wygraliśmy,czy mi się zdaję,proszę żeby było to pierwsze...
-no bo wygraliśmy-odparł Vinnie
Shorty przyjęła to ze spokojem,rozejrzała się i zauważyła leżącego ghula opartego o ścianę budynku
i Cedrika którzy wieśniacy usiłowali przywrócić mu przytomność,ze szczęścia przytuliła się do mnie
i mocno ścisnęła i szepnęła
-chodźmy już do domu,mama się pewnie martwi...
-no oczywiście że się martwiłam!-wydobył się z tyłu kobiecy głos
Mama Shorty była wnerwiona i roztrzęsiona
-Czyście wszyscy rozum pozjadali żeby...
Kiedy zauważyła martwe ciała ghuli zaniemówiła,dopiero po chwili syknęła
-co to ma być!
-szanowna pani,pani córka to bohaterka,właśnie uratowała nas od ataku ghuli
Cedrik i Vinnie wraz ze mną głośno odchrząknęliśmy aby zwrócić na siebie uwagę
-no i oczywiście ci trzej chłopcy...
Po tych słowach matka Shorty trochę się rozpromieniła i przytuliła córkę.
matka Shorty przygotowała pokój na trzy osoby,czyli dla mnie,Cedrika i Felixa.
Co jakiś czas stawałem się bardzo senny i zmęczony,miałem ochotę paść na łóżko i zasnąć,ale naglę
ktoś wszedł do środka,była to dziewczyna,lat dziewiętnaście o długich czarnych włosach
o obfitym biuście,była boso a w ogóle miała na sobie tylko koszulę nocną,kierowała się do mojego
łóżka,spytała niepewnie
-co ty tutaj robisz?
-Shorty ci nic nie mówiła że tutaj nocujemy?-spytałem lekko zszokowany towarzystwem
-nie,ale to jednak mój pokój,ale skoro tutaj już jesteś to nie masz nic przeciwko jak
wejdę na moje łóżko-odparła lekko romantycznie
-oj,to jest twoje łóżko,nie wiedziałem-rzekłem sparaliżowany lekkim strachem
-nie,zostań proszę,bo będę miała wyrzuty sumienia że wyrzuciłam paladyna z łóżka
-wiesz kim jestem?-spytałem zdziwiony
-twója pochwa od miecza,a na niej znak-odparła skierowała wzrok na mój miecz
a potem zrzuciła z siebie koszulę nocną i teraz wyglądała całkowicie nago,wgramoliła się na łóżko
i okryła pościelą,myślałem że zagotuję się tam,czułem się nie pewnie,naglę rzekła
-ach zapomniałam,jestem Kate siostrą Shorty,ale niestety w tym śmierdzącym mieście robię za
prostytutkę
No teraz to czułem się jakby na serce spadł mi dziesięcio tonowy kamień,nie dość że omal nie umarłem
z rąk ghuli,to jeszcze śpię w jednym łóżku z prostytutką...
-coś ty taki niezadowolony?-spytała Kate odwracając się do mnie
-a nic,zdaje ci się-odparłem odsuwając się od niej
Naglę poczułem jak jej ręka spoczęła na mojej klacie,mruknąłem do niej
-Kate,proszę przestań
Kate zabrała rękę,odwróciła się ode mnie i zasnęła.Odetchnąłem z ulgą i też po jakimś czasie zapadłem
w głęboki sen.
ROZDZIAŁ III Galway
ROZDZIAŁ III GALWAY
Droga była męcząca i wyczerpująca,innym już brakowało sił,ja i Shorty wspieraliśmy innych
i utrzymywaliśmy na duchu,po paru minutach minęliśmy tabliczkę z napisem "Galway"
chcieliśmy przyspieszyć,lecz inni już nie mieli sił,więc zrobiliśmy mały postój,chciałem zobaczyć
co u Winessy,kucnąłem koło niej i spytałem troskliwie
-wszystko dobrze?
Winessa popatrzyła na mnie przymrużonymi oczami
-bywało lepiej-uśmiechnęła się
-za niedługo będziemy w Galway
Winessa przymrużyła oczy jeszcze bardziej
-za niedługo będziesz mogła odpocząć-rzekłem odgarniając włosy z czoła
Winessa nic nie odpowiedziała,zauważyłem że Winessa jest nieco spocona...miała gorączkę
zawołałem Shorty,ta szybko przybiegła i spytała histerycznie
-co się stało? coś nie tak?!
-Winessa ma gorączkę-odparłem patrząc jej prosto w oczy-wyciągnij tam jakiś eliksir
-ale jaki?-spytała jeszcze bardziej histerycznie
-przecież ty prowadzisz obserwacje-warknąłem na nią
Shorty zaczęła wywracać swoje kieszenie do góry nogami,wyciągnęła jakąś buteleczkę
-to nie to...-zapłakała Shorty
Wnerwiłem się,obróciłem Winessę na brzuch,rozdarłem jej pelerynę i odsłoniłem ranę
przyłożyłem rękę do rany i mocno się skupiłem wypowiadając po chwili słowa
-remefebris-w mojej ręce pojawiło się zielono-niebieskie światło,czułem jak moja cała energia
mnie opuszcza i stawałem się coraz słabszy,czułem się delikatny w nogach i rękach,wziąłem rękę
rana dalej była,ale Winessa nie miała już gorączki,padłem do tyłu na ziemię,czułem się taki
osłabiony i delikatny,Shorty pomogła mi wstać i oparła mnie o drzewo,Cedrik i Vinnie
podeszli do Shorty i zaczęli coś szeptać,zostało mi trochę mocy aby użyć magii,aby dowiedzieć
się o czym rozmawiają,tak więc szepnąłem
-aucupet-naglę słyszałem wszystko jak Shorty,Vinnie i Cedrik o czymś szepczą...
-Shorty,nie jest dobrze zbliża się kolejna grupa goblinów,jak się dowiedzieli że ich wytłukliśmy
to ostro się wnerwili...
-skąd to wiesz?-spytała Shorty patrząc mu prosto w oczy
-ja i Cedrik poszliśmy się rozejrzeć a tu naglę...gobliny,więc skryliśmy się w krzakach i tylko
słyszeliśmy że jak nas znajdą to mokrej plamy po nas nie będzie-odparł Vinnie
-nie wieżę wam,gobliny mają wrażliwy słuch,usłyszałyby was-odparła Shorty
-na szczęście nas nie usłyszały-odparł Cedrik
Shorty trochę pomyślała i powiedziała
-dobra,poinformujcie innych
Cedrik i Vinnie kiwnęli głowami i dużymi krokami poszli do reszty
-Finite-mruknąłem i moje zaklęcie przestało działać,sunąłem się i ukryłem twarz rękami.
Naglę informacje Cedrika i Vinnie sprawdziły się,po chwili zbliżała się do nas grupa wściekłych
goblinów,chciałem im dokopać ale nie mogłem się ruszyć odkąd pomogłem Winessie,wyciągnąłem miecz
z pochwy i podparłem się o niego,inni paladyni już byli gotowi do walki,i ruszyli ale parę goblinów
wyszło za drzew,jeden kierował się ku mnie,padłem na kolana...goblin już chciał mnie ukatrupić
kiedy w ostatniej chwili podciąłem mu nogi mieczem robiąc mu ogromne rany na nogach.Dźwignąłem się
i mimo braku energii poszedłem pomóc innym,wszędzie wokół siebie słyszałem uderzanie żelaza
krzyki i jęki,Winessę broniła Shorty i jej bracia,kiedy Vinnie zobaczył że walczę w takim stanie
dołączył do mnie i spytał zdziwiony
-co ty robisz? życie ci nie miłe-zaczął blokować ataki goblinów
-mam swój honor-odparłem odpychając goblina nogą
Walka była krótka ponieważ gobliny miały słaby oddział więc szybko się wycofały,zdecydowanie
będzie jak bez odpoczynku pójdziemy dalej.
Byliśmy już blisko Galway,wielu wszyscy zareagowali z ulgą
kiedy w oddali zobaczyliśmy wieżę obserwacyjną od razu pędem ruszyliśmy,po chwili zobaczyliśmy
i bramę miasta,koło bramy stali strażnicy co na ich pierwszy rzut oka wyglądaliśmy na krzyżowców
kazali nam się zatrzymać...
-stać!-krzyknął jeden z nich
-wpuście nas,jesteśmy paladynami-odparł Vinnie
-pokaż dowód-odparł strażnik
Vinnie odpiął pochwę miecza i pokazał mu znak przyczepiony do pochwy miecza,speszony strażnik
otworzył bramę i zeszedł nam z drogi,Galwaybyła średnim miastem,większość domów było
bliźniaki,po środku miasta stał ratusz,a obok komenda główna,trzy aleje dalej stał sklep z broniami
a najwięcej w tym mieście było sklepów z mięsem,Shorty zaproponowała aby ja,Cedrik,Felix i Winessa
zanocowali u niej,na początku zaprotestowałem,ponieważ nie chciałem być natrętny,Shorty jednak
wybiła mi to z głowy mocnym ciosem w policzek.Droga nie była długa,Shorty zapukała i chwilę
zaczekała,naglę drzwi otworzyła jakaś szczupła kobieta o rudych włosach,była nie co starsza,no
w średnim wieku,na twarzy miała pełno zmarszczek i na widok Shorty ucieszyła się bardzo
-witaj matko-przywitała się Shorty i przytuliła swoją mamę
-witaj córeczko,jak tam pobyt w akademii?
-całkiem nieźle,ale mam mały problem oni muszą u nas przy nocować,mają tutaj ranną dziewczynę
Matka Shorty przejechała po nas wzrokiem i jej wzrok stanął na jej córce
-no dobrze,wchodźcie-odparła cicho
Ja i Vinnie wprowadziliśmy Winessę do domu Shorty a reszta paladynów rozeszła się do swych domów
pomieszczenie w którym się znajdowałem było bogato ozdobione,na ścianach wisiały trofea czyli
łby zwierząt,tak jak łosia czy jelenia,podłoga była zakryta pięknym czerwonym dywanem
a na suficie wisiał żyrandol zrobiony ze złota,ale tej Shorty się powodziło
no,nic wprowadziliśmy Winessę do jakiegoś pustego pokoju,pokój był w sam raz,położyliśmy Winessę
na łóżku,a ta szybko zasnęła...
-tu będzie jej dobrze-odparła Shorty
-dziękuję...-odparł Cedrik
-za co? przecież to drobiazg-rzekła Shorty odciągając swoje włosy z czoła
Cedrik i Felix zamarli i speszyli się,Shorty wyszła,zbliżyłem się do Winessy,przykucnąłem
i zacząłem ją głaskać po policzku,wzdychnąłem cicho i usiadłem na łóżku,Cedrik podszedł do mnie
-chcesz potrenować?-spytał
-sam nie wiem-mruknąłem
-no chodź,lekka rozgrzewka ci nic nie zrobi-poklepał mnie po ramieniu
Nie zastanawiając się poszedłem z Cedrikiem do ogródka z tyłu domu Shorty,ogród był zaniedbany
więc był dobrym miejscem na trening,ale na mały trening przyłączyła się Shorty,najpierw
Cedrik na rozgrzewkę chciał powalczyć ze mną,nie było problemu,lecz ino Cedrik ruszył do ataku
uniosłem rękę i mruknąłem
-offentie-z ziemi wyskoczył korzeń o który potknął się Cedrik,wytrącając mu miecz z ręki
trzasnąłem go tępą stroną miecza w tyłek
-hej walczysz niesprawiedliwie-oburzył się Cedrik
-no co,trzeba było się uczyć magii,trzeba było?-odrzekłem z sarkazmem
-myślisz że jak masz do tego talent to możesz miotać zaklęciami we wszystkich?-odparła Shorty z
założonymi rękami
-dobra,Shorty ruszaj do boju-burknąłem i usiadłem na ziemi i obserwowałem jak Shorty i Cedrik się
nawalają.Wpadła mi do głowy taka myśl żeby przejść się po mieście,wstałem i spytałem
-pójdziecie ze mną do miasta?
-po co?-spytała Shorty
-rozejrzeć się,czuję że coś się święci-odparłem patrząc im w oczy,a potem zmarszczyłem brwi
-skoro tak mówisz,no to chodźmy.
Pochowali miecze i wyszliśmy zmierzając ku Ratuszowi.
Droga była męcząca i wyczerpująca,innym już brakowało sił,ja i Shorty wspieraliśmy innych
i utrzymywaliśmy na duchu,po paru minutach minęliśmy tabliczkę z napisem "Galway"
chcieliśmy przyspieszyć,lecz inni już nie mieli sił,więc zrobiliśmy mały postój,chciałem zobaczyć
co u Winessy,kucnąłem koło niej i spytałem troskliwie
-wszystko dobrze?
Winessa popatrzyła na mnie przymrużonymi oczami
-bywało lepiej-uśmiechnęła się
-za niedługo będziemy w Galway
Winessa przymrużyła oczy jeszcze bardziej
-za niedługo będziesz mogła odpocząć-rzekłem odgarniając włosy z czoła
Winessa nic nie odpowiedziała,zauważyłem że Winessa jest nieco spocona...miała gorączkę
zawołałem Shorty,ta szybko przybiegła i spytała histerycznie
-co się stało? coś nie tak?!
-Winessa ma gorączkę-odparłem patrząc jej prosto w oczy-wyciągnij tam jakiś eliksir
-ale jaki?-spytała jeszcze bardziej histerycznie
-przecież ty prowadzisz obserwacje-warknąłem na nią
Shorty zaczęła wywracać swoje kieszenie do góry nogami,wyciągnęła jakąś buteleczkę
-to nie to...-zapłakała Shorty
Wnerwiłem się,obróciłem Winessę na brzuch,rozdarłem jej pelerynę i odsłoniłem ranę
przyłożyłem rękę do rany i mocno się skupiłem wypowiadając po chwili słowa
-remefebris-w mojej ręce pojawiło się zielono-niebieskie światło,czułem jak moja cała energia
mnie opuszcza i stawałem się coraz słabszy,czułem się delikatny w nogach i rękach,wziąłem rękę
rana dalej była,ale Winessa nie miała już gorączki,padłem do tyłu na ziemię,czułem się taki
osłabiony i delikatny,Shorty pomogła mi wstać i oparła mnie o drzewo,Cedrik i Vinnie
podeszli do Shorty i zaczęli coś szeptać,zostało mi trochę mocy aby użyć magii,aby dowiedzieć
się o czym rozmawiają,tak więc szepnąłem
-aucupet-naglę słyszałem wszystko jak Shorty,Vinnie i Cedrik o czymś szepczą...
-Shorty,nie jest dobrze zbliża się kolejna grupa goblinów,jak się dowiedzieli że ich wytłukliśmy
to ostro się wnerwili...
-skąd to wiesz?-spytała Shorty patrząc mu prosto w oczy
-ja i Cedrik poszliśmy się rozejrzeć a tu naglę...gobliny,więc skryliśmy się w krzakach i tylko
słyszeliśmy że jak nas znajdą to mokrej plamy po nas nie będzie-odparł Vinnie
-nie wieżę wam,gobliny mają wrażliwy słuch,usłyszałyby was-odparła Shorty
-na szczęście nas nie usłyszały-odparł Cedrik
Shorty trochę pomyślała i powiedziała
-dobra,poinformujcie innych
Cedrik i Vinnie kiwnęli głowami i dużymi krokami poszli do reszty
-Finite-mruknąłem i moje zaklęcie przestało działać,sunąłem się i ukryłem twarz rękami.
Naglę informacje Cedrika i Vinnie sprawdziły się,po chwili zbliżała się do nas grupa wściekłych
goblinów,chciałem im dokopać ale nie mogłem się ruszyć odkąd pomogłem Winessie,wyciągnąłem miecz
z pochwy i podparłem się o niego,inni paladyni już byli gotowi do walki,i ruszyli ale parę goblinów
wyszło za drzew,jeden kierował się ku mnie,padłem na kolana...goblin już chciał mnie ukatrupić
kiedy w ostatniej chwili podciąłem mu nogi mieczem robiąc mu ogromne rany na nogach.Dźwignąłem się
i mimo braku energii poszedłem pomóc innym,wszędzie wokół siebie słyszałem uderzanie żelaza
krzyki i jęki,Winessę broniła Shorty i jej bracia,kiedy Vinnie zobaczył że walczę w takim stanie
dołączył do mnie i spytał zdziwiony
-co ty robisz? życie ci nie miłe-zaczął blokować ataki goblinów
-mam swój honor-odparłem odpychając goblina nogą
Walka była krótka ponieważ gobliny miały słaby oddział więc szybko się wycofały,zdecydowanie
będzie jak bez odpoczynku pójdziemy dalej.
Byliśmy już blisko Galway,wielu wszyscy zareagowali z ulgą
kiedy w oddali zobaczyliśmy wieżę obserwacyjną od razu pędem ruszyliśmy,po chwili zobaczyliśmy
i bramę miasta,koło bramy stali strażnicy co na ich pierwszy rzut oka wyglądaliśmy na krzyżowców
kazali nam się zatrzymać...
-stać!-krzyknął jeden z nich
-wpuście nas,jesteśmy paladynami-odparł Vinnie
-pokaż dowód-odparł strażnik
Vinnie odpiął pochwę miecza i pokazał mu znak przyczepiony do pochwy miecza,speszony strażnik
otworzył bramę i zeszedł nam z drogi,Galwaybyła średnim miastem,większość domów było
bliźniaki,po środku miasta stał ratusz,a obok komenda główna,trzy aleje dalej stał sklep z broniami
a najwięcej w tym mieście było sklepów z mięsem,Shorty zaproponowała aby ja,Cedrik,Felix i Winessa
zanocowali u niej,na początku zaprotestowałem,ponieważ nie chciałem być natrętny,Shorty jednak
wybiła mi to z głowy mocnym ciosem w policzek.Droga nie była długa,Shorty zapukała i chwilę
zaczekała,naglę drzwi otworzyła jakaś szczupła kobieta o rudych włosach,była nie co starsza,no
w średnim wieku,na twarzy miała pełno zmarszczek i na widok Shorty ucieszyła się bardzo
-witaj matko-przywitała się Shorty i przytuliła swoją mamę
-witaj córeczko,jak tam pobyt w akademii?
-całkiem nieźle,ale mam mały problem oni muszą u nas przy nocować,mają tutaj ranną dziewczynę
Matka Shorty przejechała po nas wzrokiem i jej wzrok stanął na jej córce
-no dobrze,wchodźcie-odparła cicho
Ja i Vinnie wprowadziliśmy Winessę do domu Shorty a reszta paladynów rozeszła się do swych domów
pomieszczenie w którym się znajdowałem było bogato ozdobione,na ścianach wisiały trofea czyli
łby zwierząt,tak jak łosia czy jelenia,podłoga była zakryta pięknym czerwonym dywanem
a na suficie wisiał żyrandol zrobiony ze złota,ale tej Shorty się powodziło
no,nic wprowadziliśmy Winessę do jakiegoś pustego pokoju,pokój był w sam raz,położyliśmy Winessę
na łóżku,a ta szybko zasnęła...
-tu będzie jej dobrze-odparła Shorty
-dziękuję...-odparł Cedrik
-za co? przecież to drobiazg-rzekła Shorty odciągając swoje włosy z czoła
Cedrik i Felix zamarli i speszyli się,Shorty wyszła,zbliżyłem się do Winessy,przykucnąłem
i zacząłem ją głaskać po policzku,wzdychnąłem cicho i usiadłem na łóżku,Cedrik podszedł do mnie
-chcesz potrenować?-spytał
-sam nie wiem-mruknąłem
-no chodź,lekka rozgrzewka ci nic nie zrobi-poklepał mnie po ramieniu
Nie zastanawiając się poszedłem z Cedrikiem do ogródka z tyłu domu Shorty,ogród był zaniedbany
więc był dobrym miejscem na trening,ale na mały trening przyłączyła się Shorty,najpierw
Cedrik na rozgrzewkę chciał powalczyć ze mną,nie było problemu,lecz ino Cedrik ruszył do ataku
uniosłem rękę i mruknąłem
-offentie-z ziemi wyskoczył korzeń o który potknął się Cedrik,wytrącając mu miecz z ręki
trzasnąłem go tępą stroną miecza w tyłek
-hej walczysz niesprawiedliwie-oburzył się Cedrik
-no co,trzeba było się uczyć magii,trzeba było?-odrzekłem z sarkazmem
-myślisz że jak masz do tego talent to możesz miotać zaklęciami we wszystkich?-odparła Shorty z
założonymi rękami
-dobra,Shorty ruszaj do boju-burknąłem i usiadłem na ziemi i obserwowałem jak Shorty i Cedrik się
nawalają.Wpadła mi do głowy taka myśl żeby przejść się po mieście,wstałem i spytałem
-pójdziecie ze mną do miasta?
-po co?-spytała Shorty
-rozejrzeć się,czuję że coś się święci-odparłem patrząc im w oczy,a potem zmarszczyłem brwi
-skoro tak mówisz,no to chodźmy.
Pochowali miecze i wyszliśmy zmierzając ku Ratuszowi.
ROZDZIAŁ II NAPAD
ROZDZIAŁ II NAPAD NA KARAWAN
Po przysiędze poszliśmy do wielkiej sali,gdzie były stoły z jedzeniem i piciem dla wszystkich
a starczyło to,na dwa tygodnie ale ja wolałem jeszcze chwilę przespać się,ale kiedy ino wszedłem
do pokoju wspólnego usłyszałem muzykę lutni i innych instrumentów,padłem na łóżko i ani się obejrzałem
znowu usnąłem ale nie na długo ponieważ,Cedrik mnie obudził i spytał zdziwiony
-co ty jeszcze chcesz spać?
-a co w tym dziwnego?-spytałem
-chodź na ucztę,chyba że chcesz przespać cały dzień
-wiesz co,jakoś nie specjalnie przepadam za ucztami,więc...
-dobra,twoja sprawa no to karaluchy pod poduchy ale miej na nie oko-zaśmiał się i wyszedł
Po dwóch godzinach,wyszedłem z pokoju wspólnego i poszedłem do wielkiej sali gdzie chłopak
z dziewczyną tańczyli walca,inni zajadali lub pili z kubłów.
Pomieszczenie było mroczne i zimne,okna były bez okien a ściany kamienne,dywan był czerwony
ze żółtymi wzorami,pomieszczenie oświetlały jedynie świeczki,na końcu bardzo dużej komnaty
siedziała jakaś mała i zielona postać,wyglądała na groźną i niebezpieczną,postać nie miała włosów
a uszy były długie i szpiczaste,zaś nos miał długi i haczykowaty.Goblin był odziany na bogato
miał na sobie długą jedwabną koszulę koloru złotawego przypinaną grubą i cieplutką peleryną.
Naglę do komnaty wszedł drugi goblin ubrany w lekką zbroję i skórzaną czapkę,w ręku trzymał
długą włócznie a na stopach miał skórzane sandały,goblin ukłonił się i przemówił
-panie
Goblin wbił w niego wzrok i spytał zimnym i mrożącym krew w żyłach głosem
-o co chodzi,Gerwaldzie?
-jutro będzie karawan wyjeżdżał z akademii paladynów-powiedział Gerwald
-no i co?
-więc naradziliśmy się żeby zaatakować
Goblin zmarszczył brwi
-a czemu niby mamy atakować,czym oni są winni?
-panie,oni wiozą młodych paladynów,i chyba nie można pozwolić na zwiększenie paladynów to grozi
zaprzestania naszych nikczemnych planów
Gerwald spojrzał na swojego władcę i czekał aż ten odpowie
-dobrze więc,jutro rano zaczynamy,w drodze do Galway zaatakujemy
Gerwald ukłonił się raz jeszcze i wyszedł.Po trzech godzinach siedziałem i nudziłem się
ci co tańczyli odpoczywali albo coś jedli i pili a ci co siedzieli,teraz tańczyli i tak w koło
macieju,ja jednak wolałem jeszcze się przespać niż umrzeć z tej nudy,ale był jeden problem
bo nie chciało mi się już spać,więc poszedłem do biblioteki gdzie nie wielu osób tam przesiadywało
inni coś czytali,inni o czymś rozmawiali.
Usiadłem na ławce,chwyciłem za byle jaką książkę i zacząłem czytać byle jaką stronę aby zabić czas.
Czas leciał bardzo powoli,co było najgłupsze,naglę do biblioteki wszedł Cedrik
-hej czemu nie idziesz? taka fajna zabawa,już zdążyłem zatańczyć,aż z czterema dziewczynami
-no to super,ale ja za tym nie przepadam i nie umie tańczyć-wyjąkałem i zniknąłem za książką pod
tytułem "w brzuchu trolla"
-jak nie,to nie stary nie wiesz co tracisz-Cedrik odwrócił się ode mnie plecami i wyszedł
Przewróciłem oczami i wróciłem do następnego rozdziału.Nadszedł wieczór liczba tańczących zmalała
i komnata była już prawię pusta,Winessa siedziała przy stolę i popijała wino,pomyślałem że się do niej
dołączę,usiadłem na przeciwko niej,chwyciłem za kielich wina,Winessa spytała
-gdzieś ty był przez cały bal?-spytała lekko zapijaczona
Winessa wyglądała jakby wypiła już jakiś piąty kielich wina,wyglądała na ospałą i przymuloną
-a jak myślisz?
-ech,nie przejmuj się ja też nie lubię jakiejkolwiek uczty-rzekła Winessa a jej ręka zawisła
w powietrzu,a kielich z winem w drugiej ręce niebezpiecznie się przechylił,co wylało się
z kielicha trochę wina-wiesz co...(Winessa czknęła)...ja chyba już idę spać no to...(czknęła)...żeg-
naj-Winessa wstała,zachwiała się i zygzakiem udała się do pokoju wspólnego i przy wyjściu
walnęła głową o ścianę i krzyknęła
-jak łazisz baranie...(czknęła)...ej rozumiesz co mówię do ciebie?..ej co ty...ups przepraszam
I poszła sobie,zaśmiałem się z pomyłki Winessy i jeszcze usłyszałem w oddali odgłos jakby się ktoś
wywrócił,wziąłem jeszcze parę łyków wina i poszedłem za Winessą do pokoju wspólnego,rzuciłem się
na łóżko i natychmiastowo zasnąłem.W czasie snu coś mi jakby...było w połowie snem,a w połowie
wizją,widziałem karwan z nowo wyszkolonymi paladynami,naglę jakby krzyk i brzdęk miecza i dźwięk
żelaza wbijające się w ludzkie ciało,krzyki i uderzanie miecza o miecz...zerwałem się ze snu
złapałem się za głowę i dziwnie mnie coś mdliło,usiadłem na łóżku i ukryłem twarz dłońmi
i rozmyślałem co może oznaczać ten sen,karawan,atak...nie miałem pojęcia co to może być
ujrzałem przez okno,księżyc jeszcze jaśniej świecił niż wcześniej,miałem ochotę wypić nawet beczkę
wody,padłem na poduszkę i starałem się zasnąć ale jakoś udało mi się i spałem jak zabity.
Następnego ranka jak zwykle obudziliśmy się o świcie,szybkie ubieranie i oczywiście bez
śniadania udaliśmy się na zewnątrz,otrzymaliśmy nasze obiecane miecze i naglę paladyn w średnim
wieku,no gdzieś 50 lat miał,i opowiedział nam trasę...
-będziemy się kierować do Galway...karawan będzie ze wszystkich stron zabezpieczany
więc nie ma się czego bać.
Wsiedliśmy więc do bardzo dużego karawanu,dach był okryty jakimś białym materiałem
a wnętrze było jak w więzieniu,od początku do końca po lewej i prawej stronie,drewniane ławki
usiadłem koło Cedrika i Winessy która nie za dobrze wyglądała po tym winie,kiedy wszyscy wsiedli,
karawan ruszył,ciche skrzypienie kół i niepokojące szumienie drzew niepokoiły mnie,przelatujące ptaki
też mi się wydawały podejrzane...wtedy...zerwałem się,szarpnąłem Cedrika i szepnąłem przerażony
-musimy zatrzymać karawan
-czemu?-spytał zdziwiony
Naglę wydawało mi się jakby coś ucichło,wiatr przestał wiać,jakby go w ogóle nie było
czułem jakieś ukłucie w sercu i mogłem sobie głowę objąć że znajdujemy się w niebezpieczeństwie
po jakimś czasie...jakby to się stało natychmiastowo,strzała przebiła biały materiał i przeleciał
przez drugi,Shorty krzyknęła
-wszyscy padnij!
Więc zrobiliśmy tak,słyszeliśmy brzdęki miecza tak jak w moim śnie,i w końcu kolejna ale tym razem
podpalona,materiał zapłonął,nie mogłem pozwolić na jego spłonięcie więc uniosłem rękę i szepnąłem
-aqua-z moich palców wydobył się strumyk wody co natychmiastowo ugasił pożar,nie wiedzieliśmy
co się dzieje na zewnątrz,czułem coś że to wróg zwyciężył,odwróciłem się do Cedrika i powiedziałem
-musimy się bronić
-ale czym?-spytał przerażony
-nie no nie gadaj że nie dostałeś miecza?-spytałem zdziwiony
-no,oj tak przepraszam
Naglę znowu coś przebił materiał ale tym razem nie była strzała,to była włócznia na jej końcu
widniała świeża krew i skapywała na podłogę,do materiału przywarła jakaś osoba stękająca
i krztusząca się,wtedy na materiale zobaczyliśmy że ta osoba wypluwa krew na biały materiał
i zamarł.
-do mieczy-rzekłem wstając sięgnąłem po swój
-czyś ty zwariował,wytłuką nas!-syknęła Winessa
-prędzej czy później i tak nas wytłuką
Podszedłem do wyjścia z karawanu kiedy pojawiła się zielona mordka o szpiczastych uszach i o groźnej
twarzy,przerażony wziąłem zamach i goblin już leżał na ziemi martwy,odwróciłem się
-no na co czekacie?!
Wszyscy wstali i po chwili kolejne strzały przebijały karawan ale tych strzał było więcej
i wszyscy natychmiastowo padli na podłogę i na szczęście nikt nie został ranny,ja jako jedyny
odważyłem się i pobiegłem za karawan,kucałem tak i myślałem co tu zrobić?
zobaczyłem obok siebie martwego paladyna ze strzałą wbitą w jego pierś,w prawej ręce trzymał tarczę
a w drugiej miecz,więc wziąłem od niego tarczę i czekałem na odpowiedni moment aby
wywołać pożar lasu aby wykurzyć stamtąd gobliny,właśnie przypominałem sobie jakie to może być
zaklęcie,ale zdałem sobie sprawę że zanim sobie przypomnę to wszystkich nas tutaj wymordują
naglę jakby...ostrzał został zakończony,luknąłem troszkę i zauważyłem że gobliny wychodzą zza drzew
teraz była okazja aby stanąć z nimi twarzą w twarz...
-teraz wychodźcie i walczcie-odparłem,a ci jak nie wyszli z karawanu to myślałem że oni tych goblinów
rozwalą na miazgę,wyszedłem aby pomóc,Shorty walcząca z goblinem,przejechała mu mieczem po brzuchu
i zalał się własną krwią,Winessa ona to dopiero miała rozrywkę,Winessa traktowała gobliny jak
wór treningowy więc jeśli któryś się do niej zbliżył,leżał martwy w kałuży własnej krwi
lecz,jedna osoba miała problem,Ben brat Shorty ten leżał na ziemi przygnieciony ciężarem goblina
który siłował się z nim,ten przygniatał go włócznią podszedłem,chwyciłem goblina za skórzaną
koszulę i rzuciłem go gdzieś i akurat uderzył o drugiego goblina wyrzuconego w powietrze pewnie
przez Winessę...
-w porządku?-spytałem podając mu rękę
-w porz...za tobą
Instynktownie odwróciłem się i wbiłem miecz w brzuch goblina,ten zachwiał się z ręką uniesioną w
powietrzu,trup osunął się z mojego miecza i leżał na ziemi.Teraz to gobliny poniosły krwawą
porażkę zadzierając z nami,większość co nie mogła już walczyć,uciekła w las,wszyscy się cieszyli
ze swojego sukcesu,ucieszona Winessa przytuliła się do mnie,wesoło poklepałem ją po plecach
wszystko trwało wesoło i szczęśliwie kiedy znowu świst,Winessa drgnęła,spojrzałem na jej plecy
w jej łopatce tkwiła strzała,rozejrzałem się za sprawcą,to był w oddali goblin który przygotowywał
się do ucieczki,w rękach trzymał łuk,czułem że rodzi się we mnie złość i nienawiść,Cedrik przytrzymał
Winessę,a ja popędziłem za goblinem który w oddali rechotał ze szczęścia,mój bieg stawał się
coraz szybszy i na razie miałem jeden cel,zabić go...wszedłem w głąb lasu i nie interesowało
mnie czy ktoś się czai za drzewami czy nie,chciałem tylko jednego,śmierci goblina
kiedy już doganiałem goblina skoczyłem na niego zwalając go z nóg,obróciłem go twarzą do siebie
i zacząłem go okładać pięściami,byłem tak przepełniony furią i nienawiścią że moje uderzenia
stawały się coraz silniejsze i wrzeszczałem na niego
-odetnę ci łeb i zagram nim w piłkę!!!
Kiedy goblin był półprzytomny,chwyciłem za miecz i bez namysłu wziąłem zamach,głowa goblina
potoczyła się do rowu i zamarła z wywalonym jęzorem goblina,furia już po woli znikała
a złość i nienawiść opuściła mnie,schowałem miecz do pochwy i wróciłem do reszty,inni przestraszyli
się ponieważ na mojej szacie widniały ślady krwi goblina,a raz inni zachwyceni i jeszcze inni
zdziwieni.Nie patrzyłem na nikogo tylko szukałem Winessę,leżała bokiem oparta o koło karawanu
Winessa była spocona i umazana krwią,Winessa rozpaczała i zaciskała wargi,sięgnąłem
po moje rękawice zwykle ich nie używam,więc powiedziałem do niej
-masz,zaciśnij zębami a ja spróbuję to wyjąć
-nie-jęknęła błagalnie Winessa-proszę nie
-chcesz tak iść ze strzałą w plecach? no to chyba to kiepski pomysł-odrzekłem i patrzyłem na nią
z powagą,Winessa zacisnęła zęby o rękawice,po woli wyjmowałem strzałę ale im bardziej się gramoliłem
tym więcej krwi upływało,a do tego Winessa musiała cierpieć więc mocnym i szybkim ruchem
wyjąłem strzałę ale Winessa tego nie wytrzymała i wrzasnęła,potem wywołałem kogoś kto jest
dobry z medycyny i ten ktoś była Shorty i zaopiekowała się nią,wytarłem pot z czoła i odpiąłem
pelerynę,serce jakby powoli wracało do normalnego rytmu.Shorty ani na moment nie opuszczała
Winessy,dawała jej pić i coś tam do jedzenia,spytałem ją
-jak myślisz,ile nam zajmie dojście do Galway?
-nie wiem,jakieś cztery kilometry mniej,więcej-odparła Winessa
-no,może dojdziemy-bąknąłem
-słuchaj,potrzebny nam wilk,czy tam pies-odrzekła Shorty patrząc mi prosto w oczy
-po co?-spytałem zdziwiony
-musi wywęszyć czy w pobliżu nie jest gdzieś człowiek-odparła
-podejmuję się tego zadania-wyrwałem po chwili
-ta,a niby jak chcesz to zrobić
-zaraz zobaczysz jak-odparłem
Zamknąłem oczy i zacisnąłem wargi i mocno się skupiłem i wylądowałem na czterech łapach
zamieniając się w pięknego wilka,Shorty krzyknęła,jej krzyk usłyszała reszta paladynów
i ruszyła by jej pomóc,ale Shorty krzyknęła raz jeszcze
-stop,to Niko w postaci wilka,on znajdzie trop jakiegoś człowieka
Puściłem do niej oczko i poczłapałem przystawiając nos do ziemi i zacząłem węszyć,czułem...
końskie łajno które które akurat należało do koni ciągnących nasz karawan,potem leśne
powietrze i...jakiegoś człowieka...myśliwy...raczej uczciwy,mmm znajdował się...metr od nas,przybrałem
ludzką postać i poprowadziłem resztę do myśliwego,gość wyglądał na dobrze zbudowanego
mężczyznę,ubrany był w stare łachmany,a koło ramienia miał łuk ze strzałami,miał blond włosy
wyglądał na młodego,spytaliśmy go o drogę do Galway i ile kilometrów trzeba iść,on na to
-no,z trzy kilometry musicie iść-odparł spokojnie
Podziękowaliśmy i poszliśmy w drogę.
ROZDZIAŁ I PRZYSIĘGA
ROZDZIAŁ I PRZYSIĘGA
Dzień był okropny,deszczowy i piorunowy,drzewa miotały się pod wpływem niesamowicie silnego wiatru
podwórko było opanowane przez jeden wielki chaos,uschnięte liście fruwały w powietrzu dmuchane przez
okrutny wicher,a po słońcu ani śladu ino te czarne chmury,naglę gdzieś jakiś jeździec zbliżał się
do murów akademii,brama się po woli otwiera,a jeździec jakby nigdy nic wkroczył na teren akademii
nie zwracał uwagi w ogóle co się dzieje na podwórku,peleryna mu falowała i już mi przychodziła taka
myśl że ta peleryna mu się odepnie i pofrunie w siną dal,zeskoczył ze swojego wierzchowca,poprawił
miecz przypiętu do jego boku i szedł w kierunku wejścia,zastanawiałem się jaki miał powód aby wybrać
się w tak okrutną pogodę,jeździec od samego wyglądu wyglądał na paladyna ponieważ paladyni
mają jakby znak,tym znakiem jest czerwony krzyż na pelerynie,naglę zabrzmiał gong i musieliśmy
zejść na hol na zbiórkę,broni jeszcze nie dostaliśmy ale mamy odpowiedni strój,jako czternastolatek
rodzice zaciągnęli mnie do szkoły dla paladynów,aby wyrosnąć na mężczyznę który poradzi sobie
w tym okrutnym świecie,mam na imię Niko,jako małe dziecko odkryłem w sobie pewien dar przemieniania
się zwierzęta,ale tylko z rodziny psowatych i dar posługiwania się magią ścisłą,a że u nas
istniały trzy rodzaje magii,magia Bezeńska polegała ona na łączeniu i ulepszaniu naszych ostrzy,
magia ścisła,polega ona na trudnej ale skutecznej walce na odległość i w końcu magia Gezejska
polega na wyjątkowo trudnej sztuce leczenia ran,no ale wracając do tego,schodząc na dół na zbiórkę
panował duży gwar,a przy takim gwarze miałem problem w znalezieniu swej grupy
i tego nienawidziłem,ale kiedy zauważyłem blond włosy dziewczynę od razu poznałem że to
Winessa,a ona jest z mojej grupy więc nie namyślając się dłużej pobiegłem za nią
Winessa jak wspominałem miała blond włosy i szmaragdowo-zielone oczy
stanęliśmy w dwuszeregach,znajdowaliśmy się w komnacie na pierwszym piętrze co akurat akademik ma aż
szesnaście pięter,komnata była wymalowana na żółto-czerwone kolory,a na nich różnorodne wzory
w tym na środku znajdował się wielki krzyż.Akurat w tej komnacie co niedzielę odbywały się
modlitwy.Po chwili na środku komnaty koło krzyża pojawił się starszy mężczyzna gdzieś po
sześćdziesiątce,miał siwe włosy a na czubku głowy mała łysinka,mężczyzna miał strój na bogato
miał złotą zbroję,dopinaną do niej pelerynę kolory srebrnego oczywiście na pelerynie był wielki
czerwony krzyż,mężczyzna miał bardzo dużo zmarszczek a oczy takie cienkie że ledwo co
udało mi się zauważyć ich kolor,mężczyzna odchrząknął i rzekł bardzo chropowatym głosem
-witam was uczniowie akademii,jak wszyscy wiecie jak mam na imię? ale dla przypomnienia przedstawię
się jeszcze raz,nazywam się Antonio gir de liro i jestem wielkim mistrzem rady czarodziejów
i komisji paladynów,jak wszyscy wiecie że uczniowie w ostatnim roku nauki w tej akademi
mają się na pamięć nauczyć przysięgi paladynów,a to odbędzie się za dwa dni,po wypowiedzeniu
przysięgi,uczniowie otrzymują dowód ukończenia akademii,a następnego dnia odesłani do swoich rodzin
no i to tyle moi drodzy,życzę wam szczęścia i miłego dnia-na pożegnanie odchrząknął i odszedł
kierowałem się do naszego pokoju wspólnego,i z tego zamieszania zamiast cicho i spokój zaminiło się
w wielki zgiełk i hałas jeszcze gorszy od tego w komnacie,były rozmowy o tym opuszczeniu
akademii i wreszcie wrócić do domu i przywitać się po wielkiej rozłące z rodzicami i całą rodziną.
Taka akademia paladynów znajdowała się w Irlandii północnej,raczej ja nie miałem takiego problemu
z dojściem do domu,ponieważ ja pochodziłem z Irlandii północnej,a moja kumpela Winessa pochodziła
z Walii a moi trzej kumple,Felix,George i Cedrik pochodzą z Waszyngtonu,a najgorsze było to że
ja i Winessa mieliśmy wspólny akcent a u nich nie za bardzo rozumiemy co oni mówią ale i tak się
bardzo lubimy,Felix zazwyczaj lubił się ubierać na czarno,czyli czarny płaszcz przypinał do tego
czarną jak pióra kruka pelerynę z czerwonym krzyżem,Felix jak jego ubranie miał czarne włosy
i wyjątkowo diamentowe oczy,charakter u Felixa jest taki że nieraz jest cyniczny i ponury,a najczęśc
iej małomówny,ale dla przyjaciół(czyli dla nas) jest wyrozumiały i potrafił okazać współczucie
ale u Felixa jest jeszcze coś,co tylko ja,Winessa,George i Cedrik o tym wiemy,Felix macza palce
w czarnej magii,już raz był przez nas złapany na krzywdził jakiegoś chłopaka telepatycznie
za pomocą kryształowej kuli której podwędził nauczycielce,twierdził że ten chłopak
zabrał mu książkę której siłą nie mógł odzyskać więc posłużył się kulą aby zadać mu ból.
A co do Georga miał ciemne blond włosy i piwne oczy,w przeciwieństwie do Felixa on ubierał się
na biało,to chyba oczywiste,ale on lubił ubierać się tak aby mu ledwo co nogi mu były widać
więc zakładał na siebie wielki biały płaszcz,a na to długą pelerynę więc często na niego mówią
"Madame George"co do charakteru jest dowcipny i potrafi rozśmieszyć nawet największego ponuraka
w dziejach ludzkości,nie umie się obrażać i co chwilę chce przebaczać jak się z kimś po kłuci
albo błaga kogoś o przebaczenie,George w czasie walki jest najlepszy we władaniu mieczem.
Cedrik natomiast ma brązowe włosy i niebieskie oczy,ubiera się tak jak ja,tylko że uwielbia
mieszać szary z białym więc płaszcz ma szary a pelerynę ma białą,charakter ma podobny do Felixa
tyle że jest wygadany i lubi sobie pojeść ale i tak chudnie sam nie wiem czemu i jeszcze
w czasie walki potrafi być brutalny,doświadczył kiedyś tego w walce na pięści z jednym akademickim
chuliganami,tak go okładał pięściami i myślałem że go tam zakatuje na śmierć.
a powracając do Winessy jak wspominałem ma blond włosy,Winessa lubi się ubierać w piękne sukienki
oczywiście przypinane z peleryną z czerwonym krzyżem,co do jej charakteru jest nie co zadziorna
i nieznośna,nie lubi sobą pomiatać i słynie z takiej samej brutalności co Cedrik ale gdy walczy
to walczy uczciwie i nie oszukuje,dla przyjaciół jest miła i uczynna ale nie raz lubi się na nas
wykrzyczeć ale nigdy by na nas ręki nie podniosła,ha znamy się już od kiedy nasze mamy się poznały
i zaprzyjaźniły.Nadszedł wieczór i jak każdy wieczór był nudny,więc większość osób przebywając
w pokoju wspólnym głośno ziewali,grali w szachy lub czytali książki,ja w takiej sytuacji idę
do pokoju prywatnego(czyli własnego) kładę się na łóżko,czaruję sufit tak,żeby wyglądał jakbym
leżał pod gołym niebem i żeby zapobiec nudzie patrzyłem na gwiazdy.
Następnego dnia pobudka była męcząca jak każda,nie chciało mi się wstawać i chodzić na lekcję
tylko z jedynego powodu,ćwiczyć przysięgę,a brzmiała ono tak
"Ja jako przyszły paladyn przysięgam"
1.Zabijać groźne kreatury zagrażające ludzkiemu życiu
2.Nie podniosę miecza na niewinną istotę
3.Będę bronił sprawiedliwość a zwalczał jej przeciwność
4.Posłuszny królowi Irlandii i z zapałem wykonywać jego rozkazy
5.Miej serce,jak serce Zawiszy
6.Nie z tchórzyć w walce
7.Walcz do ostatniej kropli krwi
8.Ratuj w potrzebie
9.Zgładź niegodziwców i złoczyńców
10.Zachowaj zimną krew
Zwinąłem pergamin z przysięgą a następnie zmiąłem,ale ja jeszcze nie chciałem opuszczać akademiku
-...Ja już się nie mogę doczekać gdy spotkam się z moją rodziną-jęknął Cedrik
-a ja tam wolę tutaj zostać-odparłem
-powariowałeś?-zdziwiła się Vinessa
-no właśnie,powinieneś się cieszyć że opuszczasz to bagno-żachnął Felix i odgarnął swoją czarną
pelerynę
-no nie wiem,co racja moi rodzice ucieszą się że wróciłem a na drugi dzień będą mnie rozpieszczać
i robić wszystko abym miał się dobrze-jęknąłem wspominając takie zdarzenie że moja matka nie pozwalała
mi nigdzie odchodzić za daleko,zachichotałem cicho.
Po południu Winessa waliła książką Cedrika po głowie ponieważ przeprowadził próbę
podwędzenia właśnie tej książki której miał zamiar jej podwinąć,Felix siedział jak na tureckim
kazaniu,przed sobą miał pergamin a na nim,kilka zaklęć,wnerwiłem się
-Felix ile razy ci mówiłem o czarnej magii
Felix spojrzał na mnie jak na wariata
-jaka magia,jaka czarna?
-to co to?
Ale naglę drzwi od pokoju wspólnego się otworzyły i weszło do środka pięciu paladynów
-hej...siemacie
-Ben,no i jak tam z eliksirami-spytał Cedrik masując sobie głowę od uderzeń Winessy
-no dobrze,sprzedają się jak świeże bułeczki-odparł Glass stojąc obok Ben'a
-chcecie jednego spróbować? hej Niko chodź będziesz naszym króliczkiem doświadczalnym
-a pocałuj mnie wiesz gdzie-odparłem
-no proszę,nie bądź zgred-jęknął Vinnie stojący z tyłu Glassa
-a co to za eliksir?-zapytałem zaciekawiony
-a taki-odparła Shorty wyciągając za peleryny małą probówkę z eliksirem który miał barwę
popielato-bordową,chwyciłem za eliksir,napiłem się i z nosa zaczęła mi się wydobywać para wodna
i dym jak z komina lokomotywy,czułem że mój nos jest wyjątkowo opróżniony i mogłem więcej tlenu
wchłaniać,ale w głowie mi się kręciło,Shorty spytała
-no i jak się czujesz?
-no...dobrze,całkiem dobrze-odrzekłem
Shorty wyciągnęła pergamin i zapisała wynik,wyjęła kolejny
-a to co?-spytałem przerażony
-co to...zobaczysz-fuknął Vinnie
Wziąłem eliksir i łyknąłem,naglę włosy na mojej głowie się wydłużyły i zakryły mi oczy,usłyszałem
ciche chichoty dziewczyn i śmiech Cedrika i Felixa
-dobra dosyć tego,dajcie mi coś żeby to cofnąć!-syknąłem odkrywając ogromną grzywę i spojrzałem
wrogo na Shorty,podała mi kolejną fiolkę,łyknąłem i włosy wróciły mi do poprzedniej długości
usiadłem koło Felixa i rzekłem
-znajdź sobie kogoś innego kto będzie twoim króliczkiem
-hmm nie chcesz?-spytała
-nie
-no to będę musiała cię zmusić-odrzekła słodko Shorty
Podszedła do mnie po woli,kucnęła i cmoknęła mnie w usta,moje ręce automatycznie przywarły do ściany
zamiast chichoty usłyszałem wielkie "uuuuu" nogi mi szamotały jak szalone,naglę Shorty
wsadziła mi język do buzi,wtedy nogi mi się wyrywały jakby chciały się oderwać ode mnie.
Skończyła,wstała i wytarła sobie buzię kawałkiem rękawa,wstałem i wymierzyłem jej palec w nos
i syknąłem
-nigdy tego nie rób
-niech ci będzie kotku,ale musimy przeprowadzić obserwację a dla tych obserwacji zdolna jestem
nawet cię pocałować,a nawet zabić.
Shorty to piękna i atrakcyjna dziewczyna o rudych włosach i zielonych oczach
prowadzi doświadczenia nad eliksirami ze swoimi braciami,Benem,Vinnie'm,Glass'em i Frankiem
dla tych obserwacji jak wspominała,jest zdolna zrobić wszystko,Shorty była w wieku
siedemnastu.Tak więc przyjąłem serię eliksirów podanych przez Shorty a ona zapisywała obserwacje
i ostatni okazał się tylko zmienieniem barwy włosów,więc moje włosy przybrały kolor różowy...
-spokojnie,za parę minut kolor zniknie-oznajmiła Shorty skrobiąc piórem po pergaminie
-dzięki,czuję się o wiele spokojniejszy-odparłem,było mi strasznie głupio,a za sobą słyszałem
jeszcze głośniejsze chichoty i śmiechy
-no,mam co chciałam więc żegnaj,mogę ci dać całusa?-spytała słodko
-nie dzięki-odparłem i szybko schowałem się za Winessę która miała łzy w oczach ze śmiechu
Shorty i jej bracia wyszli mówiąc głośno wszyscy"narka Niko"ulżyło mi że już poszła ale czułem
na sobie dużo spojrzeń,spytałem groźnie
-na co się gapicie!
Wszyscy odwrócili głowy i zajęli się własnymi sprawami i udawali że mnie nie ma,usiadłem koło
Cedrika i siedziałem tak wściekły że miałem ochotę tą budę podpalić.
Następnego dnia,wszyscy obudzili się bardzo wczesnego ranka,szybko ubraliśmy się bez śniadania
i znowu zamieszanie na korytarzu,wszyscy biegli w kierunku ogromnej sali i na zewnątrz.
Stanęliśmy w dwóch szeregach,jak zwykle na środku stał Antonio,pogoda była nieco lepsza
niż dwa dni temu,wiatr lekko powiewał,słońce świeciło jakby się uśmiechało...
naglę Antonio przemówił
-witam was,wszystkich po odmówieniu przysięgi jak każdy wie,następnego dnia jest odworzony
do swoich rodzin,ale zanim się tak stanie,odznaczeni paladyni otrzymają swoje symboliczne
miecze,źródło naszej potęgi,ale i umysł jest naszym źródłem potęgi i potężną bronią
dzięki umysłowi i oto temu orężu-Antonio uniósł w górę długi miecz ze znakiem na pochwie,oddał miecz
bliżej stojącej osobie i znowu przemówił
-i zanim odwieziemy was do waszych rodzin aby się nie nudzić,organizujemy ucztę...ale koniec
tego...teraz do przysięgi wystąp!!-krzyknął Antonio a rząd szybko zrobił dwa kroki i zaczęli
wszyscy odmawiać przysięgę...
-Uroczyście przysięgamy...Będę zabijał groźne kreatury zagrażające ludzkiemu życiu...nie podniosę
miecza na niewinną istotę...będę bronił sprawiedliwości a zwalczać będę jejprzeciwność...będę posłuszny
królowi Irlandii i będę z zapałem wykonywać jego rozkazy...będę miał serce,jak serce Zawiszy...
nie stchurzę podczas bitwy...będę walczył do ostatniej kropli krwi...będę ratować w potrzebie...
zgładzę niegodziwców i złoczyńców...zachowam zimną krew-wszyscy,nawet ja wykrzyczeliśmy te słowa
i zamarliśmy w miejscu jakbyśmy byli zamienieni w kamień,potem Antonio wziął głęboki oddech
i powiedział spokojnie
-teraz,tego kogo wyczytam podejdzie i otrzyma zwitek pergaminu-wziął jeden zwitek pergaminu
i powiedział-oto dowód że wyrośliście na prawdziwych paladynów
Antonio rozwinął zwitek i przeczytał
-Yacksley,Vinnie
Vinnie,brat Shorty podszedł do Antonio i odebrał zwitek pergaminu,Antonio wziął kolejny...
-Urtano,Winessa
Winessa zrobiła to samo co Vinnie i odebrała zwitek,potem był Ben,potem Shorty,potem Felix
a na końcu...
-i ostatni to,Kingsley,Niko
Serce zabiło mi szybciej,zrobiłem kilka kroków i odebrałem zwitek,kiedy stanąłem obok Antonio
od razu poczułem się jakby we mnie wszystko zamarło,odszedłem od niego i odetchnąłem z ulgą.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)