czwartek, 20 listopada 2014

ROZDZIAŁ IV


                                  ROZDZIAŁ IV      NAWIEDZANA WIOSKA






Będąc koło ratusza,ujrzeliśmy bramę wiodącą do przedmieścia,zmierzałem ku niej,Shorty

chwyciła mnie za pelerynę i spytała

-gdzie ty do cholery idziesz?

-tak mi intuicja podpowiada-mruknąłem patrząc na nią z powagą

Do nas wtrącił się Vinnie

-co,chcecie iść do przedmieścia...

Shorty dała mu w łeb i syknęła

-co znowu podsłuchujesz!?-i podniosła jeszcze raz rękę ale go nie uderzyła-jeszcze raz,a to miasto

będziesz oglądał z góry!

-ej,siostra opanuj się-skulił się Vinnie

-no dobra,chodźcie-odparłem zniecierpliwiony

-lepiej tam nie idź-wtrącił znowu Vinnie

-a to niby czemu?-zwróciłem się do niego

-podobno tam,co noc przedmieścia atakuje banda zdziczałych ghuli-Vinnie skrzyżował ręce

-skąd to wiesz?-spytała Shorty

-podsłuchałem jak wieśniak gada,cytuję"ponoć w nocy,groźne ghule atakują,bom poszedł do mej

szwagierki,a tam in stąd ni zowąd wyskoczył ghul,no to jo biorę nogi za pas i za mną to się ino

kurzyło"...

-znowu podsłuchiwałeś!-warknęła Shorty i znowu uniosła rękę

-no a tam ludzie,pewnie krzywda im się dzieje-odrzekłem opornie

-no i co,i my mamy się zająć tymi umarlakami?-spytała Shorty obrzucając mnie morderczym spojrzeniem

-czemu nie,nie pamiętasz przysięgi,zabijaj kreatury zagrażające ludzkiemu życiu-wyrecytowałem

jej to,tak płynnie że poeta by się wzruszył

-nie ja nie mam zamiaru umierać przez twoją intuicję-syknęła Shorty

Odwróciłem się od niej i poszedłem w stronę bramy...

-co za głupek-szepnęła Shorty wnerwiona

Już zbliżałem się do bramy,kiedy strażnik stojący obok niej stanął mi na drodze

-to po co tu,życie ci nie miłe smarku!!-mruknął strażnik

-miłe,oczywiście że miłe,ale pomyślałem...

-nie ma myślałem,przeciwnik nie da ci myśleć,w nawet kiedy to konieczne-rzekł strażnik

poprawiając sobie miecz

-oo,ja właśnie w tej sprawie,ja w sprawie ghuli nawiedzające przedmieścia...

-co? ty nie rozśmieszaj mnie,nie wyglądasz mi na dobrego w walce-powiedział i przejechał po mnie

wzrokiem-jak masz na imię smarku?

-Niko,paladyn jeśli zauważyłeś-odparłem i pokazałem mu znak na pochwie od miecza

-dobra,przechodź ale jeśli ci te gadziny tyłek spiorą,to nie biegnij z krzykiem do mnie,jasne?

-jak słońce-uśmiechnąłem się i gestem przywołałem Cedrika,Shorty i jej brata i obaj

przeszliśmy przez bramę przedmieścia,przedmieście składało się z ośmiu straganów

z warzywami i mięsem,z osiemnastu domów i cztery stajnie w tym obory.

Psy,koty i inne zwierzęta domowe biegały wszędzie gdzie im pasuje,sprzedawcy nawoływali do

ludzi do zakupu ich najlepszych towarów,dzieci wesoło się bawiły i niczym się nie przejmowały

biegały i płatały figle drugiemu dziecku.przechodziliśmy koło domów,ale mieszkańcy patrzyli na nas

jakbyśmy byli ich wybawieniem,a raz jeden to ukłonił nam się a Vinnie omal się nie uśmiał,usiedliśmy

pod jakimś drzewem i każdy zajął się czymś innych,Shorty z nudów wbijała sztylet w ziemię

Vinnie zagadał do jednej dziewczyny w jego wieku,Cedrik uczył się prawidłowej formuły

zaklęcia,pewnie dlatego żeby miał większe szanse na pokonanie mnie pomyślałem i zaśmiałem się

natomiast ja,przybrałem postać psa i pobiegłem w głąb przedmieścia i z nudów zacząłem się zachowywać

jak normalny pies,czyli chodziłem za innymi psami,szczekałem na innych i...zaznaczałem tereny.

Do nocy było mnóstwo czasu,więc Shorty i reszta rozeszła się po przedmieściu

o wypytywali mieszkańców coś na temat ataku ghuli...

-oj tak,my militia wiemy coś o tym incydencie-odparł gruby mężczyzna

-od jakiego czasu,ghule atakują to przedmieście?-spytał Vinnie

-od jakiegoś czasu,nie dają nam spokoju i nikt przez nich zmrużyć oka nie może,bo zaraz

jeden z drugim w portki na robi jak usłyszą ino ich warkot...

-niech pan kontynuuje-odrzekł Cedrik

-walą w drzwi,aż ich nie wyłamią,a gdy się tak stanie,biją człowieka do nieprzytomności

a chatę mu demolują doszczętnie,zwierzęta domowe wyżerają,kury przez nich znikają

krowie trupy,jak tak dalej pójdzie to przez nich zginiemy z biedoty-odrzekł ponuro mężczyzna

-rozumiem,czy możemy wam jakoś pomóc?-spytał Vinnie

-wy,lepiej zmykajcie stąd,puki nie jest jeszcze za późno i zająć się czymś innym,ja wam to radzę

Podkradłem się do nich,TRZASK i znowu jestem w normalnej postaci,mężczyzna przeraził się tak

nagłego pojawienia się mnie,spytałem

-no i co?

-no i nic,wiemy tylko że te ghule gnębią ludzi,wyjadają im zwierzęta domowe-odparł Vinnie

-radzę wam jeszcze raz,idźcie stąd i pozostawcie sprawę nam...

Spojrzałem na niego

-pan? przecież gołym okiem widać że pan nie za bardzo jest odważny,za przeproszeniem-odparłem

drapiąc się palcem w okolicy skroni

-ta,a ty niby jesteś-prychnął mężczyzna

Wyjąłem miecz i odparłem

-z tym mieczem mogę iść nawet na samego króla ghula,my paladyni zazwyczaj władamy mieczami

nasiąknięte magią,te ghule nie robią na nas żadnego poczucia niebezpieczeństwa-odparłem wojowniczo

-jak chcecie,ej chłopie już mi cię żal-mruknął mężczyzna i zniknął za budynkiem

Schowałem miecz i powiedziałem

-czy nikt nie jest w stanie obronić przedmieście przed tym ścierwem?-spytałem zdziwiony

-jak widać,słychać to chyba nie-mruknęła Shorty poprawiając sobie pas-dobra,nie sądziłam że to powiem

ale jestem z tobą,dokopmy im-odrzekła wojowniczo

Zgodziłem się z nią natychmiastowo,ale Cedrik i Vinnie nie za bardzo

ale w końcu się namyślili i też się zgodzili.

Zachód słońca był już bliski,większość ludzi już poszło do domów i dobrze zamknęli drzwi,a farmerzy

dobrze i szczelnie pozamykali zwierzęta rolne,a domowe zamknęli w swoich domach

jakaś staruszka,podreptała do nas i żeby nam przemówić do rozsądku i odejść,lecz my jednak się

nie zgodziliśmy i zostaliśmy,słońce już prawię zachodziło a po ghulach ani śladu.Ja i Shorty

siedzieliśmy koło drzewa i rozmyślaliśmy gorączkowo jak pokonamy te ścierwa

naglę odwróciliśmy się do siebie i spojrzeliśmy na siebie...

-pamiętasz jak pocałowałam cię tam w akademii?-spytała zarumieniona

-pamiętam,tego się nie da zapomnieć-odparłem uśmiechając się

-wiesz chciałbym to zrobić jeszcze raz-mruknęła a jej rumieniec stawał się coraz silniejszy

U mnie też zawitał rumieniec,przeszyła nas taka myśl...strasznie głupia i za razem

wstydliwa,ale mimo tego nasze usta zbliżały się i już miałem ją pocałować kiedy Cedrik się zbliżał

udaliśmy że nic się nie stało.Usiadł koło Shorty i też chyba niczym się nie przejmował ale wyglądał

na...przerażonego,Shorty spytała

-czy coś nie tak?

-nie,wszystko gra-zadygotał Cedrik,a ze strachu aż mu ręce zmarzły

-wszystko będzie w jak najlepszym porządku,prawda Niko?-zwróciła się do mnie

-oj tak,jasnę-uśmiechnąłem się

Cedrikowi jakby się lepiej zrobiło,na jego twarzy też zawitał uśmiech.

Nawet nie zwróciliśmy uwagi na to,że już było prawię ciemno,przedmieście już było całkowicie puste

i nastała martwa cisza,tylko puchacz zaczął dokazywać i odleciał na nocne łowy,i naglę w krzakach

zaczęło się coś ruszać,ale to był tylko mały króliczek,podskakując radośnie,ale tą radosne skakanie

przerwała mu...czarna i wysoka kreatura,prawię goły tylko miał przepaskę na biodrach,umięśniony

a twarz wyglądała jak siedem nieszczęść,uszy odstające i mocne nogi co sprawiały że ghul

z łatwością dopadł królika swoimi wielkimi łapskami i jednym kęsem odgryzł królikowi łeb,a nieruchome

ciało wyrzucił za siebie,z krzaków wyszło trzech kolejnych,a z prawej części polany wyszło

ich aż czterech,a z małego lasu wyszło nawet ich aż pięciu.

Wstaliśmy natychmiastowo,zwarci i gotowi do walki,Shorty spytała

-no to co,gotowy?

-jak zawszę-odparłem ściskając rękojeść miecza

-no to jazda,pokażmy tym ścierwojadom kto tu rządzi...pandaradei-odrzekła wojowniczo Shorty

Ghule już się zbliżały,na pierwszy rzut oka myślałem że pójdzie jak z płatka,ale kiedy Ghule

się zbliżyły wyjątkowo blisko,to były wielkości trzech czternastolatków,Shorty ruszyła pierwsza

do ataku,ale ona umiała się ruszać,kiedy podbiegła do ghula jednym kopniakiem powaliła go,lecz dwóch

zainteresowało się nią i rzuciły się na nią,jeden chwycił Shorty za pelerynę,a drugi przygotowywał

się do zadania ciosu,nie mogłem na to pozwolić,zwinnymi ruchami zaszedłem ghula bijąłego z tyłu

i jednym zamachem zrobiłem mu ranę na plecach,ghul puścił ją,a ona rzuciła się na tego co ją trzymał

ghul powalony przeze mnie,straszliwie ryknął,zadałem mu kopniaka w łeb i oddaliłem się od niego

ten morderczo spojrzał na mnie,serce biło mi jak dziesięcio tonowy młot,ale odwaga mnie nie opuszczała

ghul wstał i przygotowywał się do skoku,rozruszałem nadgarstkami,odpiąłem pelerynę i powoli zbliżałem

się do niego,ghul skoczył,wykonałem zamach miecza i naglę...cały byłem we krwi,a co gorsza byłem

przygnieciony przez martwe ciało ghula,zajeżdżało od niego nie miły zapach odoru i cebulą,zrzuciłem

trupa z siebie,i rozglądałem się za Shorty i resztą.Shorty wzięła na siebie aż dwa ghule i świetnie

walczyła w stylu grupowym,a Cedrik i Vinnie walczyli aż z czterema i nie dawali sobie rady,zrobiłem

trzy kroki i mruknąłem

-crura soltie-moja ręka zawisła w powietrzu i naglę z ziemi wydostały się pnącza i uwiązały

nogi i ręce trzema ghulom,Cedrik i Vinnie uporali się z nim bez problemu,a tych trzech przeze mnie

uwięzionych,zmasakrowali ich totalnie,Cedrik jednemu wbił miecz w brzuch a Vinnie odciął łeb.

Kiedy Shorty pokonała dwóch,jeden zaszedł ją od tyłu,chciałem krzyknąć "uważaj" ale było już

za późno,Ghul złapał ją i cisnął ją o drzewo,straciła przytomność chciałem się odegrać

na nim,chwyciłem za topur utkwiony w pniu drzewa i rzuciłem w niego,topur utkiwił mu w głowie,natychmiastowo

 padł,no i zostało nam już czterech,ale bez Shorty trochę gorzej nam pójdzie,ponieważ

ghule otoczyli nas z czterech stron,machaliśmy mieczami aby ich odstraszyć,w końcu jeden

chwycił Cedrika za szatę i tak samo skończył jak Shorty,spytał przerażony

-no i co teraz?

-och daj pomyśleć...mam ventila quattuor-machnąłem rękami i naglę jakby niewidzialna moc odepchnęła

ghule z bardzo dużą siłą,ale brak mi energii,ghule tak przeraziły się tej mocy że uciekły w las

a dwóch rzuciło się na Vinnie'go.Chwyciłem miecz od nieprzytomnego Cedrika i z pasją rzuciłem się

na ghuli wykorzystując mój styl,i wyszło tak że jeden miecz wbił się w brzuch ghula,a drugi

wylądował w gardle,oboje zachwiali się i padli martwi.Ino zrobiłem krok do przodu,ludzie wyszli z

domów i zaczęli nam bić brawa,a Shorty i Cedrikowi dali coś na odzyskanie przytomności

Shorty odzyskała przytomność i wydała z siebie

-co...gdzie...jak?

-pandaradei-odparłem i podałem jej rękę i pomogłem jej wstać

-wygraliśmy,czy mi się zdaję,proszę żeby było to pierwsze...

-no bo wygraliśmy-odparł Vinnie

Shorty przyjęła to ze spokojem,rozejrzała się i zauważyła leżącego ghula opartego o ścianę budynku

i Cedrika którzy wieśniacy usiłowali przywrócić mu przytomność,ze szczęścia przytuliła się do mnie

i mocno ścisnęła i szepnęła

-chodźmy już do domu,mama się pewnie martwi...

-no oczywiście że się martwiłam!-wydobył się z tyłu kobiecy głos

Mama Shorty była wnerwiona i roztrzęsiona

-Czyście wszyscy rozum pozjadali żeby...

Kiedy zauważyła martwe ciała ghuli zaniemówiła,dopiero po chwili syknęła

-co to ma być!

-szanowna pani,pani córka to bohaterka,właśnie uratowała nas od ataku ghuli

Cedrik i Vinnie wraz ze mną głośno odchrząknęliśmy aby zwrócić na siebie uwagę

-no i oczywiście ci trzej chłopcy...

Po tych słowach matka Shorty trochę się rozpromieniła i przytuliła córkę.

matka Shorty przygotowała pokój na trzy osoby,czyli dla mnie,Cedrika i Felixa.

Co jakiś czas stawałem się bardzo senny i zmęczony,miałem ochotę paść na łóżko i zasnąć,ale naglę

ktoś wszedł do środka,była to dziewczyna,lat dziewiętnaście o długich czarnych włosach

o obfitym biuście,była boso a w ogóle miała na sobie tylko koszulę nocną,kierowała się do mojego

łóżka,spytała niepewnie

-co ty tutaj robisz?

-Shorty ci nic nie mówiła że tutaj nocujemy?-spytałem lekko zszokowany towarzystwem

-nie,ale to jednak mój pokój,ale skoro tutaj już jesteś to nie masz nic przeciwko jak

wejdę na moje łóżko-odparła lekko romantycznie

-oj,to jest twoje łóżko,nie wiedziałem-rzekłem sparaliżowany lekkim strachem

-nie,zostań proszę,bo będę miała wyrzuty sumienia że wyrzuciłam paladyna z łóżka

-wiesz kim jestem?-spytałem zdziwiony

-twója pochwa od miecza,a na niej znak-odparła skierowała wzrok na mój miecz

a potem zrzuciła z siebie koszulę nocną i teraz wyglądała całkowicie nago,wgramoliła się na łóżko

i okryła pościelą,myślałem że zagotuję się tam,czułem się nie pewnie,naglę rzekła

-ach zapomniałam,jestem Kate siostrą Shorty,ale niestety w tym śmierdzącym mieście robię za

prostytutkę

No teraz to czułem się jakby na serce spadł mi dziesięcio tonowy kamień,nie dość że omal nie umarłem

z rąk ghuli,to jeszcze śpię w jednym łóżku z prostytutką...

-coś ty taki niezadowolony?-spytała Kate odwracając się do mnie

-a nic,zdaje ci się-odparłem odsuwając się od niej

Naglę poczułem jak jej ręka spoczęła na mojej klacie,mruknąłem do niej

-Kate,proszę przestań

Kate zabrała rękę,odwróciła się ode mnie i zasnęła.Odetchnąłem z ulgą i też po jakimś czasie zapadłem

w głęboki sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz