poniedziałek, 24 listopada 2014

ROZDZIAŁ V ZEMSTA KRÓLA GOBLINÓW

Zielona postać krążyła po komnacie ze wściekłą miną i chęcią mordu,goblin dawał do zrozumienia

swym zachowaniem że oczekuje kogoś,no i tak było,ponieważ do środka wszedł goblin

z włócznią w ręku,Król poprawił swą królewską pelerynę i spytał

-jakieś wieści?

-paladyn o imieniu Niko przebywa aktualnie w Veronii-odparł Gerwald

-to on odpowiada za śmierć mojego syna?!-spytał wrogo

-tak,źle skończył panie,niestety tak...

Gerwald chwycił odciętą głowę goblina i pokazał ją królowi,ten krzyknął

-nie!!!,Gorin...-król padł na kolana,zasłonił twarz swoimi rękami i zalał się płaczem

dopiero po chwili po woli odsłonił twarz a na niej zawitała u niej srogość

-macie mi zabić tego parszywego paladyna,jasne!!!

-tak jest panie-odparł Gerwald i wyszedł z pomieszczenia chowając głowę Gorina

-jeszcze cię dopadnę!!! straż!!!-ryknął król

do środka weszło dwóch goblinów i ukłoniło się

-przygotować dla mnie mój rydwan,dopadnę go i zamorduję...-syknął król

Zerwałem się ze snu,miałem takie wrażenie że ktoś na mnie czyha,i chce mojej śmierci

niebo było prawie jasne,czyli już świt i chyba ja,jako pierwszy obudziłem się w tym domu.

Nie czując w sobie ani trochę zmęczenia,wyskoczyłem z łóżka i wrzuciłem na siebie swój paladyński

strój,Winessa wyglądała nie co lepiej,gorączka już spadła czyli że jej organizm funkcjonował

w sam raz.Zeszedłem na dół schodami...i tu się myliłem,nie tylko ja się obudziłem lecz

na dole w jadalni siedziała Shorty i na mój widok powitała mnie ciepłym uśmiechem

-witaj-ziewnęła głośno

-sny jakieś miałaś?-spytałem ciekawy

-nie,spałam jak zabita-mruknęła Shorty popijając miodem zmieszanym z wodą

Usiadłem obok Shorty i rzekłem

-bo ja miałem,śniły mi się gobliny

-tak?

-nom,wiem więcej one chyba polują teraz na mnie...

Shorty wybuchła śmiechem

-weź mnie nie rozśmieszaj,coś ty jasnowidz czy co? do innego wymiaru się przeniosłeś?

-to nie jest śmieszne-oburzyłem się i trzasnąłem pięścią w stół

-dobrze,spokój bo wszystkich wybudzisz-szepnęła Shorty

Wstałem i mruknąłem

-ja się nie dam tak łatwo

Shorty pociągła mnie za pelerynę i posadziła na krześle

-wariat,no po prostu wariat-burknęła Shorty dolewając sobie miodu z wodą

-król mści się,bo zabiłem jego syna-rzekłem ściskając pięść-ale w końcu sam jest sobie winny

-możliwe-odparła Shorty

-myślisz że nie powinienem opuszczać miasta?-spytałem z nutą strachu

-to też możliwe

Pomyślałem chwilę i spytałem znowu

-a mój dom?

-nie,gobliny są takie że nie odpuszczą-odrzekła Shorty wpatrując się w swój kufel z miodem

-czyli,że co?-spytałem zmieszany

-czyli,że zostaniesz tak długa aż król będzie na ciebie czekał aż do usranej śmierci,albo

wyślą tam jednego ze swoich siepaczy-mruknęła biorąc łyk z kufla

-niemożliwe,miasto jest dobrze strzeżone-odparłem drapiąc się po głowie

-skąd wiesz?-burknęła Shorty ospałym głosem-gobliny są tak sprytne że nawet przed diabłem umknął

-wątpię...gobliny to półgłówki...

-nie byłabym taka pewna-rzekła Shorty biorąc wielki kęs jabłka

-prędzej czy później i tak przyjdzie mi się z nimi zmierzyć-mruknąłem

-to życzę powodzenia,krzyżyk na drogę...

-ale wy mi w tym pomożecie...

Shorty wstała i oburzyła się

-a przepraszam,czemu my?

-bo wy jesteście moimi przyjaciółmi,a przyjaciele powinni sobie pomagać-odparłem srogo

-no,może i tu mądrze gadasz...-rzekła i zastanowiła się chwilę-no dobra,pomożemy ci jakoś

-dzięki,Shorty jak to przeżyjemy to postaram wam się jakoś odwdzięczyć-uradowany przytuliłem się

do niej i mocno ścisnąłem.

Nadeszło południe,słońce mocno grzało,a wiatr prawie nie dawał o sobie znać

jakby go w ogóle go nie było.Po głowie mi chodziła ta wizja o królu goblinów.

Naglę jakby...zabolało mnie w kręgach,a na moich oczach,zamiast wnętrze domu Shorty znowu

ujrzałem te zimne i ciemne miejsce,król goblinów siedział dumnie na swoim rydwanie,kilometr stąd...

-siepacze,naprzód!!-syknął

Kilku goblinów ruszyło w kierunku Galway,bezszelestnie i niezauważalnie się poruszali

i bez problemu dostały się do Veronii...Otworzyłem oczy i szybko chciałem ostrzec że grozi nam

wielkie niebezpieczeństwo,pierwsza osoba którą spotkałem był Felix

-Felix,wprowadziłem was w wielkie łajno-jęknąłem przerażony

-co,jak to?-spytał zdziwiony Felix

-nie ma czasu na wyjaśnienia,zwijajmy się stąd-warknąłem łapiąc Felixa za rękę i szybko

chciałem o tym poinformować innych.

Trafiłem do pokoju gdzie znajdowała się Shorty i jej bracia

-szybko wynośmy się stąd!...albo ukryjcie się-powiedziałem natychmiastowo

-ale czemu?-spytał Glass

Nie zdążyłem odpowiedzieć,bo akurat usłyszeliśmy rozwalające się drzwi i głośne tupanie

o drewnianą podłogę,Shorty szybko wstała,odepchnęła mnie i mruknęła

-occultare

Wydobyło się ciche brzdęknięcie i chrupnięcie,spytałem natychmiastowo

-a twoja matka?

-spokojnie,moja mama umie sobie poradzić-odparła-to stara baba,ale ruchy to ona ma

Głośne tupnięcia zbliżały się i stawały się coraz głośniejsze i naglę...

Walenie w drzwi

-hej a o ogóle to skąd one wiedzą że tu jesteśmy??-spyta Vinnie

-Gobliny nie dość że mają wrażliwy słuch to jeszcze mają dobry węch-odparła Shorty wbijając

wzrok w drzwi.

Drzwi zaczęły się po woli rozlatywać,wszyscy zareagowaliśmy,wyciągnęliśmy miecze i stanęliśmy

obok siebie...

-a co z Winessą...a no tak ona tu leży-mruknąłem z ulgą

Shorty spojrzała na mnie jak na wariata i znowu spojrzała na drzwi,zaczęły już być prawie w strzępach

ale zawiasy dobrze wytrzymują,gobliny zaczęły wrzeszczeć...

-otwierać drzwi!!!

Zacisnąłem mocno ręce na rękojeści miecza i wpatrywałem się gorączkowo w drzwi.

Po chwili drzwi zostały zniszczone,a gobliny nie ruszyły od razu do ataku,wpatrywały się

w nas smętnie,było ich trzech,w jednej ręce trzymali tarcze a w drugiej ogromne tasaki

co było ich groźną bronią,a w ogóle to wszystkie bronie jakie wytwarza goblin,jest na prawdę najlepsze

pod słońcem.Weszli jeden za drugim i jeden powiedział

-wam nie chcemy nic zrobić,chcemy tylko jednego paladyna

-i właśnie nie oddamy go wam!-warknęła Shorty i tupnęła głośno nogą

-tym gorzej dla was-odparł goblin i ino się ruszyli,tak już leżeliśmy wszyscy na ziemi,gobliny

tak były zwinne że nikt,ani nic nie przewidział by ich ruchów,ino poczuliśmy jeden wielki ból

w okolicach klatki piersiowej.Miecz wypadł mi z ręki i usiłowałem go znaleźć i znalazłem,leżał

pod łóżkiem Winessy,Goblin znowu powiedział

-dajcie nam go,a nikomu nic się nie stanie,jeno zostaniecie poturbowani

Gobliny zachichotały cicho,zacząłem się cofać do łóżka Winessy i włożyłem rękę pod łóżko

szukając ciękiej rękojeści,goblina jednak to zaniepokoiło,więc podszedł do mnie,automatycznie

wyciągnąłem miecz i przeszyłem go,drugiego odepchnąłem nogą a trzecim zajęli się bracia Shorty.

Ściągnąłem trupa nogą z mojego miecza,a powalony goblin wykonał skok ku mnie i naglę...HUK

i po goblinie została tylko jedna czerwona plama,rozejrzałem się za przyczyną tego hałasu.

I była nią siedząca na łóżku Winessa z uniesioną różdżką w dłoni,byłem ciekaw skąd ona wzięła

różdżkę,nigdy mi nie mówiła że ona jest czarownicą,ale nie było czasu aby ją o to wypytywać.

Pobity przez braci Shorty goblin ledwo trzymał się na nogach,Vinnie przywiązał go do krzesła

i pilnował,woleliśmy jednak zostać tutaj...

-wiecie co? ja jednak muszę iść...ej ty zaprowadź mnie do niego-zwróciłem się do goblina

Goblin szamotał się,rozciąłem mu mieczem sznur i powiedziałem

-prowadź-syknąłem

Goblin łypnął na mnie i dał mi do zrozumienia gestem abym poszedł za nim.

Poszliśmy w stronę sklepu z mięsem,zdziwiłem się,co on może czyha na mnie za sklepem

ale myliłem się,poszliśmy za sklep i nikogo nie było,ludzie nie zwracali na nas najmniejszą uwagę.

Goblin przeszedł przez dziurę w murach,była nie co za mała ale przecisnąłem się z wielkim trudem.

Idąc za goblinem rozglądałem się uważnie czy nikt nie czai się za drzewem czy krzakiem.

Po chwili zauważyłem wielki rydwan króla goblinów który dumnie siedział,w ręku trzymał wielką

halabardę,w ręku trzymałem mocno miecz i ani mi się śniło zrezygnować z walki z królem.

kilka minut stałem przed rydwanem króla,odchrząknął i spytał

-czy to ty zabiłeś mi syna??

-nie wiem o kogo mówisz-syknąłem

Król pstryknął,za rydwanu wyszedł goblin z workiem w ręku,wsadził rękę do worka i wyciągnął...

odciętą przeze mnie głowę goblina który strzelił Winessie strzałą w plecy.Teraz to ja odchrząknąłem

i przyznałem się

-tak,to ja

Król wstał i zeskoczył z rydwanu i spytał

-czemu to zrobiłeś? co on ci...

-zaraz ci powiem co zrobił! omal nie posłał do piachu moją przyjaciółkę-krzyknąłem obrzucając go

jadowitym spojrzeniem

-nie unoś się na mnie-mruknął król

Drżałem ze strachu i ze złości,jak on mógł nie wiedzieć co jego synalek zrobił najlepszego

a w ogóle co jego wojsko zrobiło,omal nie straciliśmy życia...

-mam to gdzieś,kogo chciał zabić i w jaki sposób,teraz zdechniesz parszywy paladynie-rzekł spokojnie

król i zaczął do mnie podchodzić,uniosłem rękę i mruknąłem

-crura soltie-naglę pnącza uwiązały króla za nogi i ręce,krzyknął

-brać go!!!

Naglę ruszyła na mnie gromada goblinów,stanowczo nie miałem z nimi szans więc dałem dyla

i naglę ni stąd ni zowąd pomknęło ku mnie chyba ze dwadzieścia strzał i na szczęście żadna nie

trafiła mnie,i zacząłem biec zygzakiem.Nagle coś mnie olśniło,kąsorośle,dostałem tą roślinę

na Boże Narodzenie od Winessy jak jeszcze byłem w akademii i przechowuje roślinę aż do tego czasu

ale miałem na razie tylko nasionko,ale po rzucenia nasionka na ziemię po sekundzie wydobywa się

z nasienia wielka krwiożercza roślina,zabrałem z mieszka małe nasionko i wyrzuciłem za siebie.

Naglę wydobyło się wielkie huknięcie i wyrosła wielka roślina która chwytała

gobliny i w całości połknęła go,raz zdarzyło się tak,że zostało po goblinie tylko jeden mały deszczyk

krwi,rzuciłem kolejne nasionko i kolejna roślina zjadała nadciągające gobliny.Kiedy rośliny zjadły

wszystkie zapadły się pod ziemię zostawiając po sobie małą dziurę w ziemi.Pobiegłem w kierunku

króla goblinów,ten szamotał się w pnączach wyczarowanych przeze mnie,trzymając cały czas miecz

miałem ochotę pozbawić go głowy ale przed tym powiedziałem...

-za to co zrobiłeś Winessie i innym,nie daruję ci

-idź do czarta glizdo!!-syknął król i splunął mi na nogę

Ogarnęła mnie ogromna wściekłość,mój miecz zapłonął i bez namysłu wziąłem zamach i pozbawiłem

go głowy,głowa pacnęła na ziemię,a z szyi wypłynął strumień krwi,nabiłem głowę na mój miecz

i zmierzyłem ku domowi Shorty,ludzie dalej nie zwracali na mnie uwagi,pewnie uznali że pracuję jako

rzeźnik i bezproblemowo wróciłem do domu.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz